5 lis 2009
Ałć
Są takie dni kiedy otwiera się nóż w kieszeni. Zaczyna się od niewinnej pobudki lekko za późno, a potem falami, powoli, spadają na głowę złe wiadomości - jedna po drugiej. I już strach odebrać telefon, przeczytać maila, odbyć kolejną rozmowę, bo wiesz, że dziś przewidziano tylko złe nowiny. Szlag by to trafił, a miała być taka fajna retrospektywna notka...
2 lis 2009
Akcja znicz
Olaboga. Chyba tylko na Sunrise było więcej policji i straży granicznej razem wziętej. Akcja znicz jest popisówą naszych mundurowych. Dzień kiedy każdy radiowóz dostaje przydziałowe 10 litrów wachy na ruchy i garść alkomatów. Idzie poszaleć. Rok temu zatrzymali mnie kontrolnie, to się ich pytam z uśmiechem -"Akcja znicz?", "-Ta". Zawsze wychodziłem z założenia, że konstruktywna rozmowa z Panem Władzą kluczem do sprawnej kontroli.
A tymczasem, dzień wcześniej, był zaduszkowy, jazzowy konczerto w nowo wybudowanej siedzibie Ośrodka Krzewienia Miejskiej Kultury. Koncert był fantastyczny. Piękne standardy jazzowe nieżyjących już kompozytorów na pianino, kontrabas, saksofon i perkusję. Na pianinie grała prze-babka jakiś profesor z poznańskiej akademii. Ale chyba najbardziej zniszczył mnie perkusista, który miejscami zamieniał się w zwierzaka z Muppetów i tłukł ile fabryka dała, nie gubiąc rytmu, nawet przy takich numerach jak Take Five, który, jak wiemy, ma metrum na 5/4. Niestety projektant małej sali koncertowej, gdzie odbywał się występ zespołu, zapomniał, że jest coś takiego jak akustyka pomieszczenia i jako, że zapomniał, to w pomieszczeniu jej nie było. A szkoda. Oswajam się powoli z myślą, że jak inwestycję przeprowadza podmiot publiczny to należy coś obowiązkowo spierdolić. To taka niepisana zasada nr 9. Poprzedzająca zasadę nr 10, że jeśli nawet spierdoli to podmiot zewnętrzny, taki jak w tym przypadku projektant, to nie bierze się go do żadnej odpowiedzialności i nie żąda poprawy spierdolonego zamówienia. W końcu to tylko AKUSTYKA. Nie bądźmy pierdolonymi bufonami. I tak NIKT nie chodzi na te popaprane spektakle. I co to w ogóle jest foyer?
Wracając do koncertu, na pożegnanie zagrali utwór skomponowany przez Władysława Szpilmana do tekstu Gałczyńskiego "Deszcz". I chciałem was poczęstować tym pięknym, melancholijnym utworem, ale wykonanie dostępne w internecie jest autorstwa Roberta Janowskiego, (ten z Jaka To Melodia) a skurczybyka nie trawię.
Jednak co zaduszki to zaduszki - będzie melancholijnie. Spóźniona to nieco dedykacja ale po wielu odgrażaniach się, które uważałem raczej za dowcip, moja koleżanka wzięła rozwód. Wytrzymali nieco ponad rok. Utwór poleciał wczoraj w radiowej Trójce w ramach koncertu Hołownia gra Wasowskiego. Stary, dobry klasyk.
A tymczasem, dzień wcześniej, był zaduszkowy, jazzowy konczerto w nowo wybudowanej siedzibie Ośrodka Krzewienia Miejskiej Kultury. Koncert był fantastyczny. Piękne standardy jazzowe nieżyjących już kompozytorów na pianino, kontrabas, saksofon i perkusję. Na pianinie grała prze-babka jakiś profesor z poznańskiej akademii. Ale chyba najbardziej zniszczył mnie perkusista, który miejscami zamieniał się w zwierzaka z Muppetów i tłukł ile fabryka dała, nie gubiąc rytmu, nawet przy takich numerach jak Take Five, który, jak wiemy, ma metrum na 5/4. Niestety projektant małej sali koncertowej, gdzie odbywał się występ zespołu, zapomniał, że jest coś takiego jak akustyka pomieszczenia i jako, że zapomniał, to w pomieszczeniu jej nie było. A szkoda. Oswajam się powoli z myślą, że jak inwestycję przeprowadza podmiot publiczny to należy coś obowiązkowo spierdolić. To taka niepisana zasada nr 9. Poprzedzająca zasadę nr 10, że jeśli nawet spierdoli to podmiot zewnętrzny, taki jak w tym przypadku projektant, to nie bierze się go do żadnej odpowiedzialności i nie żąda poprawy spierdolonego zamówienia. W końcu to tylko AKUSTYKA. Nie bądźmy pierdolonymi bufonami. I tak NIKT nie chodzi na te popaprane spektakle. I co to w ogóle jest foyer?
Wracając do koncertu, na pożegnanie zagrali utwór skomponowany przez Władysława Szpilmana do tekstu Gałczyńskiego "Deszcz". I chciałem was poczęstować tym pięknym, melancholijnym utworem, ale wykonanie dostępne w internecie jest autorstwa Roberta Janowskiego, (ten z Jaka To Melodia) a skurczybyka nie trawię.
Jednak co zaduszki to zaduszki - będzie melancholijnie. Spóźniona to nieco dedykacja ale po wielu odgrażaniach się, które uważałem raczej za dowcip, moja koleżanka wzięła rozwód. Wytrzymali nieco ponad rok. Utwór poleciał wczoraj w radiowej Trójce w ramach koncertu Hołownia gra Wasowskiego. Stary, dobry klasyk.
30 paź 2009
Budzę się i nie wiem gdzie jestem
Od poniedziałku zrobiłem 1200km za kółkiem, a nie przypominam sobie abym zmienił pracę na przedstawiciela handlowego. Jednak jak ojczyzna wzywa - trzeba jechać. A zaczęło się niewinnie od poniedziałkowej konferencji na temat energii odnawialnej w jednym z lokalnych hoteli. Zjechała nam się śmietanka z całej Europy (no Buzka w sumie nie było) by podyskutować o tym, modnym ostatnio temacie i wszystko przebiegało bez zbędnych zawirowań. Zawirowanie pojawiło się koło 16:00 i sprawiło, że następnego dnia o 11:00 zameldowałem się w nadmorskim mieście po drugiej stronie zachodniej granicy. Ja zająłem się sprawami najwyższej wagi, a w tym czasie moja żona odkrywała uroki lokalnego Rossmana o gabarytach TESCO, o czym opowiadała w drodze powrotnej z nieskrywanym podnieceniem. Wróciliśmy do domu o 21:00, a już następnego dnia o 9:00 meldowałem się w Szczecinie. Powrót dzień później. I tak to właśnie jestem. Nie wiem jak się nazywam i gdzie uciekł ten tydzień.
I mam informację, że moje makalony dotarły do koleżanki w Anglii, z poprawnym adresem angielskim i dopiskiem POLAND. Ej Angole! Co jest z wami nie tak? Ej WTF? Ej, ej, yo. Bo może i jest takie miasto York w Polsce. Ale nie ma takiego miasta Londyn. Jest Lądek, Lądek Zdrój. Więc szanujcie moje makalony, bo wyjdzie na to, że jak zamówię następny transport to może trafią właśnie do Lądka Zdroju. A to zakurwiście nie w tę stronę i nie po drodze.
I mam informację, że moje makalony dotarły do koleżanki w Anglii, z poprawnym adresem angielskim i dopiskiem POLAND. Ej Angole! Co jest z wami nie tak? Ej WTF? Ej, ej, yo. Bo może i jest takie miasto York w Polsce. Ale nie ma takiego miasta Londyn. Jest Lądek, Lądek Zdrój. Więc szanujcie moje makalony, bo wyjdzie na to, że jak zamówię następny transport to może trafią właśnie do Lądka Zdroju. A to zakurwiście nie w tę stronę i nie po drodze.
26 paź 2009
Przydzbaniliśmy
Ten dwudziestolatek mierzący 177cm wzrostu, sprawił że Polonia wygrała z Kotwicą. Nie trafił dwa razy z dwutaktu idąc samemu na kosz. Nie trafił trzech rzutów za trzy. Siedząc na ławce, miotał się i denerwował na siebie, śmiejąc się jak można nie trafić takich łatwych punktów. Jednak w dogrywce wpakował nam trójkę i w 3 sekundy do końca jakie pozostały Kotwicy, nie udało się nic ciekawego zrobić. Mecz pełen emocji zdecydowanie. Nie pomógł nawet nasz Bartek Diduszko, ładując 34 punkty (!) w tym 5/5 za trzy (!). Winiu władował dwie solidne tróje, dorzucił jednego z półdystansu i miał kozacką asystę. A co słychać w Szczecinie? W Galaxy 4 godziny mogą człowieka zmęczyć bardziej niż siłownia. W głowie huczało mi tylko: Make money, money go shoppin'. Take money, money go shoppin'. No matter what the weather, winter spring or fall. We'll be doin' in... at the mall. Wycieńczeni, dotarliśmy do ziomów na galę boksu. Na galę boksu zaproponowaliśmy weselną i zostaliśmy skontrowani trzema wyborowymi. Moja świadomość poddała się w okolicach pierwszej, a ciało siedziało podobno do trzeciej. Walczyłem więc podobnie jak Gołota. Jak to mówią ziomy - przydzbaniliśmy konkretnie.
No i postawiliśmy gruby sos na Adamka, więc wyjazd na plus.
23 paź 2009
Gdzie te moje makalony?
Nie no. Sześć dni po złożeniu zamówienia na moje makalony, baba z obsługi pisze, że muszę dopłacić 15 funtów żeby przysłali mi paczkę do Polski. No moja droga. Jakbym chciał paczkę do Polski to bym przecież zaznaczył taką opcję. Co za system. I to sześć dni po tym jak złupili moją kartę kredytową. Skurczybyki. W tym tempie, będę miał swoje tenisówki na zimę jak znalazł.
I mam tonę roboty. Jakiś zleceń. Jakieś strategie, jakieś inne obszerne dokumenty. Mój ty boże, ja rok pisałem pracę magisterską, a w miesiąc mam napisać stustronicową analizę ekonomiczną. Mam lenia giganta i nic mnie z niego nie może wyprowadzić.
A na weekend planowane odwiedzenie szczecińskich ziomów celem … no po co się ziomów w Szczecinie odwiedza, chyba mówić nie muszę. Ciekawym dodatkiem będzie walka Adamka z Gołotą. Jakieś propozycje? Czy Andrzej jest w stanie wyprowadzić swojego potężnego prawego prostego zanim Adamek zamęczy go pracą nogami? Czy znów powtórkę walki pokażą w Teleexpresie? Czas pokaże.
I mam tonę roboty. Jakiś zleceń. Jakieś strategie, jakieś inne obszerne dokumenty. Mój ty boże, ja rok pisałem pracę magisterską, a w miesiąc mam napisać stustronicową analizę ekonomiczną. Mam lenia giganta i nic mnie z niego nie może wyprowadzić.
A na weekend planowane odwiedzenie szczecińskich ziomów celem … no po co się ziomów w Szczecinie odwiedza, chyba mówić nie muszę. Ciekawym dodatkiem będzie walka Adamka z Gołotą. Jakieś propozycje? Czy Andrzej jest w stanie wyprowadzić swojego potężnego prawego prostego zanim Adamek zamęczy go pracą nogami? Czy znów powtórkę walki pokażą w Teleexpresie? Czas pokaże.
19 paź 2009
Uprawiać kokosy gdzieś daleko stąd
Jest taka piosenka wykonywana przez Alibabki, co zaczyna się słowami "Jak dobrze wstać skoro świt...". Przystańmy tu na moment. Są owszem plusy wstawania rano. Dzień długi i... Hmmm. W sumie nic więcej na myśl mi nie przychodzi. W każdym razie, swojego czasu wstawałem regularnie ok. 13:00 - 14:00. Na dłuższą metę nie jest to fajne. Uwierzcie. Ale wracając do tematu. Tak 'dobrze' to do końca nie jest. Zależy też oczywiście co rozumiemy pod pojęciem 'skoro świt'. Ponieważ dalsze słowa piosenki to '... jutrzenki blask, duszkiem pić'. I tu jest pies pogrzebany. Bo dochodzimy do mojej dzisiejszej pobudki, która standardowo plasuje się między 6:20 a 6:40 i blasku pieprzonej jutrzenki jakoś dziś zabrakło. Coraz bliżej tej magicznej pory roku gdzie wstaje się do pracy w kompletnych ciemnościach i wraca z niej w tożsamych warunkach oświetleniowych. Pora roku, która znów skłania do przemyśleń na temat słuszności emigracji do krajów gdzie słońce i temperatura są przyjaciółmi człowieka, a nie jego katem. I w dupie mam fakt, że w Kołobrzegu, im bliżej zimy, tym więcej w powietrzu leczniczego jodu. U mnie poziom serotoniny zwiększa słońce w otoczce ok 25-30 stopni, a nie jod i egipskie ciemności. Choć tu ten związek frazeologiczny jest lekko nie na miejscu.
Ok, wylałem swoje gorzkie żale na lokalną aurę. Ale np. w niedzielę nie było tak źle. Pobudka o słusznej porze i spacer na zasadzie tour the nadmorskie dziury. Odwiedziliśmy Mielno, które niestety już nie żyje zupełnie. Zabite dechami na trzy spusty i kartki na szybach, że do zobaczenia za rok. W Łazach droga nadmorska się kończy i jest koniec świata aczkolwiek jest znak, że to ul. Leśna (w sumie niezły dowcip tego co ten znak postawił).

Dalszy szlak na południe zabrał nas niespodziewanie do Koszalina (spełniając złotą zasadę numer siedem, że weekend bez wizyty w Koszalinie to weekend stracony). Trasa numer 11, wyjazd na Bydgoszcz już praktycznie w Kretominie - knajpa grecka DELOS. Godna polecenia kuchnia. Warzywa zapiekane w pergaminie i udziec barani pieczony w winie na piątkę. Wrócimy tam jeszcze stestować resztę menu. Polecam ten przybytek jakby ktoś tam zabłądził. Zwykle w weekend ciężko o stolik ale się udało.
Mówiąc o lokalach warto też nadmienić o pijalni kawy, do której w końcu udało mi się zajść - Pożegnanie z Afryką. Na palnikach spirytusowych zaparzą ci doskonałą kawkę do wyboru do koloru. Mi trafiła się kawa bananowa, a że musiałem jeszcze dopić pół dzbanka kawy orzechowej mojej żony, bo ta fanką okazało się nie jest, to myślałem, że wyskoczę z butów. Chciałem śpiewać, skakać, latać - kawę mają dobrą się znaczy.
A Kotwica w plecy z Koszalinkiem... Ale mecz dobry.
Ok, wylałem swoje gorzkie żale na lokalną aurę. Ale np. w niedzielę nie było tak źle. Pobudka o słusznej porze i spacer na zasadzie tour the nadmorskie dziury. Odwiedziliśmy Mielno, które niestety już nie żyje zupełnie. Zabite dechami na trzy spusty i kartki na szybach, że do zobaczenia za rok. W Łazach droga nadmorska się kończy i jest koniec świata aczkolwiek jest znak, że to ul. Leśna (w sumie niezły dowcip tego co ten znak postawił).

Dalszy szlak na południe zabrał nas niespodziewanie do Koszalina (spełniając złotą zasadę numer siedem, że weekend bez wizyty w Koszalinie to weekend stracony). Trasa numer 11, wyjazd na Bydgoszcz już praktycznie w Kretominie - knajpa grecka DELOS. Godna polecenia kuchnia. Warzywa zapiekane w pergaminie i udziec barani pieczony w winie na piątkę. Wrócimy tam jeszcze stestować resztę menu. Polecam ten przybytek jakby ktoś tam zabłądził. Zwykle w weekend ciężko o stolik ale się udało.
Mówiąc o lokalach warto też nadmienić o pijalni kawy, do której w końcu udało mi się zajść - Pożegnanie z Afryką. Na palnikach spirytusowych zaparzą ci doskonałą kawkę do wyboru do koloru. Mi trafiła się kawa bananowa, a że musiałem jeszcze dopić pół dzbanka kawy orzechowej mojej żony, bo ta fanką okazało się nie jest, to myślałem, że wyskoczę z butów. Chciałem śpiewać, skakać, latać - kawę mają dobrą się znaczy.
A Kotwica w plecy z Koszalinkiem... Ale mecz dobry.
16 paź 2009
Moje butyyyy uoooo
Jestem niepoprawnym fanem butów. Dodatkowo, po głębszych poszukiwaniach stwierdzam, że jestem gotów zabić za K-Swiss'y. W każdym razie wszystkie moje ulubione buty łączy jedno - są białe. I żona moja zagląda mi w zakładki gdzie mam już namierzone 20 par i mówi, że wszystkie są przecież takie same. Dyletantka! I niezadowolona na dodatek, po tym jak jej zakomunikowałem, iż mając obecnie łącznika ze sklepami w UK w postaci Dominiki, będę sprowadzał średnio jedną parę butów na miesiąc. Pewnie nadal uważa, że był to żart - niach, niach, niach :P A tu pierwsza paczka już w drodze, bo, o zgrozo, zaakceptowało moją kartę kredytową. Jakiż to zgubny wynalazek! O szatanie, w długi przez buty wpadnę.
Alzo. K-Swissy w drodze:
OVERHEAD
APPROACH
Oraz brane pod uwagę w dalszej kolejności (wybrane) :)
Nike Air Max Courtballistec 1.3
Reebok Classic Leather Laced
Reebok Hexride S Fit Run
Nike Inside BB Basketball
K-Swiss Spinshot Indoor
K-Swiss Tubes Run 100
Te ostatnie nie są wyjątkiem od reguły - mają wiele białego. I w ogóle jęzor wisi mi do kolan i kup mi buty białe pod choinkę i wiesz, że cię pokocham! 46EUR / 12US / 11UK :P
Alzo. K-Swissy w drodze:
OVERHEAD
APPROACHOraz brane pod uwagę w dalszej kolejności (wybrane) :)
Nike Air Max Courtballistec 1.3
K-Swiss Spinshot Indoor
K-Swiss Tubes Run 100Te ostatnie nie są wyjątkiem od reguły - mają wiele białego. I w ogóle jęzor wisi mi do kolan i kup mi buty białe pod choinkę i wiesz, że cię pokocham! 46EUR / 12US / 11UK :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)