Mimo moich psioczeń na reprezentację Polski w nogę, jak na kibica przystało, zasiadłem z biało-czerwoną czapką i kuflem Lecha w dłoni aby, z typowo polską nadzieją, obejrzeć mecz przeciw Irlandii. I co ja mam powiedzieć. Najlepiej podsumował to wszystko Żewłakow na gorąco po meczu. Aż byłem w szoku, że w końcu jakiś piłkarz odważył się dosadnie powiedzieć jak chujowa jest ta reprezentacja. Może ktoś to wrzuci na jutuba, ale póki co znaleźć nie mogę. Moje wyskoki z kanapy w kierunku telewizora i miotanie kurwami pod adresem wszystkich zawodników bez wyjątku nie pomogło. Ani, Cudo - Ludo, ani jazzy Smolarek - nikt nie był w stanie dołożyć tej zwycięskiej budy. A Irlandia cudem nie jest. Wystarczyło ich przycisnąć i jedyne co robili to wiwatowe strzały na aut. A to że Lewandowski wleciał, razem z trójką obrońców, strzelając gola lewym pośladkiem jednego z nich, warto przemilczeć.
I chociaż miał to być mecz ostatniej szansy, to już coś wyliczają, że się nadal da. A podobno Polacy jak mają nóż na gardle to są jak lwy. Jak ich okupant przyciśnie to się jednoczą itp. I ta iskierka nadziei, sprawia, że znów zasiądziemy przed tymi telewizorami i cholera tylko ile moja wątroba stresu i piwska wytrzymać może się pytam? Do dupy z taką grą Panie.
Lepiej na siatkę przełączyć albo na zaczynające się dziś ME w koszu. Ja w środę, trochę niechcący, złapałem fuchę tłumacza Bardzo Ważnej Delegacji na Bardzo Ważnej Kolacji w Bardzo Drogiej Restauracji. Jednym słowem mecz, lub jego lwia część, ominie mnie łukiem. I może dobrze. Choć poziom stresu pewnie porównywalny. Angielski już nie ten sam co kiedyś, ale wczorajszy telefon od zioma zza oceanu dodał otuchy, że gadać się da.
A w stolicy, wielki świat Panie. I lekcja podręcznikowa - GPS to nie żona, nie daj sobie za niego ręki uciąć i ślepo nie wierz. Bo wylądujesz po złej stronie Wisły za mostem siekierkowskim i w korku do centrum wracać będziesz. No ale pomijając fakt, że podróż do stolicy znad morza naszego bałtyckiego to nadal mordęga ośmiogodzinna, to przyznać muszę, że drogi się budują, oj budują. Tylko jak się zbudują proszę na nich nie stawiać takiego 50 w kółku czerwonym na tle białym, bo pomysł to niewdzięczny, acz praktykowany. Koniec końców fotki na trasie nie strzelili, przeżyć się udało, ziomy odwiedzone i za zdrowie ich udało się rytuał uczynić, a i nieco milionów w Ministerstwie też udało się uszczknąć dla miasta naszego. Niepozorna wizyta warta dziewięćdziesiąt cztery miliony z hakiem :D
I na wikend dodatkowo szybka lektura w postaci Michała Witkowskiego i jego Margot. Współczesna proza polska pełna brzydkich wyrazów, niewybrednego seksu z tirowcami na 5 batów, świętej Asi od tirowców co przez CB nawraca na dobrą drogę i szołbiznesu w wydaniu bigbraderowskim. Lektura dziwna. Ale sprawiła, że szukam już jego dwóch poprzednich książek, szczególnie tej nominowanej do NIKE.
7 wrz 2009
1 wrz 2009
Stolyca
Od środy do końca tygodnia przesiaduję w Warszawie. Jakby coś, ktoś, jakimś dziwnym trafem, czy jakoś to ten... :)
31 sie 2009
Strategia antylop
Tutsi, hodowcy bydła i Hutu, rolnicy. 6 kwietnia 1994 rozpoczyna się trwająca sto dni masakra, podczas której zginie blisko milion Tutsi. Zginą pod ostrzem maczet swoich sąsiadów Hutu, tropieni dzień w dzień, ukrywając się na bagnach, przebiegając dziennie dziesiątki kilometrów buszu, bez przerwy, unikając ciosów, jedząc co popadnie. Ci, którzy przeżyją wrócą do swoich obrabowanych domostw, bez mężów, dzieci, żon. W wyniku ludobójstwa, 2/3 społeczeństwa Rwandy, czyli ludność Hutu, zostaje wtrącona do więzień. Toczą się niezliczone ilości procesów. Mija ponad 10 lat od masakry. Pola stoją odłogiem. Zarastają. Brakuje rolników, brakuje jedzenia, Tutsi nie dają sobie rady. Rząd wydaje dekret, zwalniając z więzień zabójców, którzy w głębi duszy pogodzili się z tym, że zostaną straceni. W pierwszej kolejności wracają 'zwykli' mordercy. Przywódcy, dowodzący zostają w więzieniach. Hutu wracają do swoich domów, do swoich sąsiadów Tutsi. Wszyscy przechodzą szkolenia - nie mówić o masakrze, nie wracać do tego, nie rozmawiać, żyć w zgodzie. Pojednać się.
"Strategia Antylop" Jeana Hatzfelda - książka, która w formie krótkich wywiadów z zabójcami i ich niedoszłymi ofiarami, stara się odpowiedzieć na trudne pytania. Między innymi jak mieszka się obok sąsiada, który zabił twoją całą rodzinę i znajomych. Czy można przebaczyć? Czy można przestać się bać?
Warto wiedzieć co dzieje się na tym świecie, tuż obok.
"Strategia Antylop" Jeana Hatzfelda - książka, która w formie krótkich wywiadów z zabójcami i ich niedoszłymi ofiarami, stara się odpowiedzieć na trudne pytania. Między innymi jak mieszka się obok sąsiada, który zabił twoją całą rodzinę i znajomych. Czy można przebaczyć? Czy można przestać się bać?
Warto wiedzieć co dzieje się na tym świecie, tuż obok.
28 sie 2009
Zmiany, zmiany
Ze cztery dni nie mogłem się zdecydować co za obrazek powinien widnieć na górze. Morze. Po czterech dniach wyszło, że morze. Odkrywcze. Po prostu nikt się tego nie spodziewał. Kołobrzeski Spleen z morskim motywem przewodnim... Dla równowagi są makalony. Białe. Czemu? Sztuka nie zna takich pytań :)
Pojawił się też ambitny dział 'w głośnikach'. Czyli, że raz na pół roku wrzucę tam jakiegoś linka do youtube z dobrym numerem. No może na początku będę się starał ale cudów bym się nie spodziewał. Na dzień dobry Moka only ... chociaż wiadomo, że chodzi o ficzuring MF Dooma.
Ale wracając na grunt życia realnego, chciałem opowiedzieć o fenomenie krajowej jedenastki. Artykułów o wypadkach na tej drodze w mijającym sezonie letnim nazbierałbym dobre kilkadziesiąt. I to licząc tylko byłe woj. koszalińskie. To co się tu dzieje o jakaś masakra. Droga jest klasykiem gatunku czyli po po jednym pasie w każdą stronę bez pobocza z wszechobecnymi wioskami, niestrzeżonymi przejazdami kolejowymi oraz wzniesieniami i zakrętami, na których, jak wiadomo, najlepiej się wyprzedza.
Fenomen polega jednak na końcowym odcinku jedenastki, bo umówmy się, że dla mnie kończy się ona w Kołobrzegu. Poznałem ją ostatnio nader dobrze, bo żeby dostać się do domu, przejeżdżam aż 5km tym przybytkiem. Ominę podziękowania dla Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Szczecinie za pomysł aby akurat w ten sezon zmodernizować mi dojazd do domu, bo kiedyś muszą. W komunie znaleźliby plusy mówiąc - stanie w korku motorem zacieśniania się związków międzyludzkich. Obywatelu - wyjdź z auta i zapal z kierowcą auta sąsiedniego. Tak czy owak w ciągu tych dwóch miesięcy stałem już 6 razy w korku z powodu wypadku na tym odcinku. I podpiąłbym to pod zasadę, że im bliżej celu tym cięższa noga. Ale jak wczoraj na delikatnym łuczku, gdzie jest ograniczenie do 50km/h i zostaje ostatnia prosta - jakieś 500m do miasta Kołobrzeg, zobaczyłem leżące na środku ulicy auto na dachu, na lokalnych blachach to wymiękłem. Serio - trochę wyobraźni.
Kilka notek prasowych z jedenastki: 1, 2, 3, 4, 5, 6.
Pojawił się też ambitny dział 'w głośnikach'. Czyli, że raz na pół roku wrzucę tam jakiegoś linka do youtube z dobrym numerem. No może na początku będę się starał ale cudów bym się nie spodziewał. Na dzień dobry Moka only ... chociaż wiadomo, że chodzi o ficzuring MF Dooma.
Ale wracając na grunt życia realnego, chciałem opowiedzieć o fenomenie krajowej jedenastki. Artykułów o wypadkach na tej drodze w mijającym sezonie letnim nazbierałbym dobre kilkadziesiąt. I to licząc tylko byłe woj. koszalińskie. To co się tu dzieje o jakaś masakra. Droga jest klasykiem gatunku czyli po po jednym pasie w każdą stronę bez pobocza z wszechobecnymi wioskami, niestrzeżonymi przejazdami kolejowymi oraz wzniesieniami i zakrętami, na których, jak wiadomo, najlepiej się wyprzedza.
Fenomen polega jednak na końcowym odcinku jedenastki, bo umówmy się, że dla mnie kończy się ona w Kołobrzegu. Poznałem ją ostatnio nader dobrze, bo żeby dostać się do domu, przejeżdżam aż 5km tym przybytkiem. Ominę podziękowania dla Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Szczecinie za pomysł aby akurat w ten sezon zmodernizować mi dojazd do domu, bo kiedyś muszą. W komunie znaleźliby plusy mówiąc - stanie w korku motorem zacieśniania się związków międzyludzkich. Obywatelu - wyjdź z auta i zapal z kierowcą auta sąsiedniego. Tak czy owak w ciągu tych dwóch miesięcy stałem już 6 razy w korku z powodu wypadku na tym odcinku. I podpiąłbym to pod zasadę, że im bliżej celu tym cięższa noga. Ale jak wczoraj na delikatnym łuczku, gdzie jest ograniczenie do 50km/h i zostaje ostatnia prosta - jakieś 500m do miasta Kołobrzeg, zobaczyłem leżące na środku ulicy auto na dachu, na lokalnych blachach to wymiękłem. Serio - trochę wyobraźni.
Kilka notek prasowych z jedenastki: 1, 2, 3, 4, 5, 6.
24 sie 2009
O dobre imię tego miasta
Bo o imię miasta trzeba dbać. A szczególnie o dobre imię drużyny co to miasto reprezentuje. Bo wiadomo, że kibicem takiej FC Barcelony czy innego Milanu to łatwo być. Iść w dym i zabić za swój rodzimy klub - oto kibic! Za Jedność Żabieniec, Pogoń Kamyk czy Spartę Jazgarzew!
No więc ja, jako broniący dobrego imienia piłkarskiej Kotwicy Kołobrzeg, dementuję pogłoski jakie donieśli mi kibiceDębna Dębu Dębno. Nie, nie stchórzyliśmy! Nie uciekliśmy od wielkiej, drugoligowej piłki! Nie wstrzymano finansowania z miasta dla klubu. Jest wręcz przeciwnie. Miasto buduje stadion! Stadion przygotowany na ekstraklasę! Z oświetleniem dla transmisji HD i podgrzewaną murawą.
Musieliśmy dobrowolnie odpuścić rozgrywki w 2 lidze bo nie mielibyśmy obiektu przystosowanego do restrykcyjnych wymogów tejże. Mało tego. Nasze miasto stara się zostać centrum pobytowym dla jednej z drużyn euro2012. Baza noclegowa, plany inwestycyjne i odległość od lotniska imponująpodobno delegatom UEFA i samemu Grzegorzowi L., którego tydzień temu ściągnęli z plaży wprost do gabinetu Prezydenta Miasta, bo ktoś go namierzył na urlopie. I Sebastian S. w kolejnych wywiadach mówi o nas jako o kandydacie na jakiejś liście i wierzę, że ta lista gdzieś się znajduje i wszyscy trzymają kciuki, bo toż to niezła szansa dla każdego co by zarobić. A dla drużyny, działaczy, prasy i całej tej otoczki mającej nawiedzić nasze miasto bezcenna lekcja z nadmorskiego KORKA. Ale spoko. Do 2012 to i metro zbudujemy.
Ale odbiegłem od tematu. W każdym razie porażka z Dębem Dębno 2:0 ostatnio to zamierzone działania. Jak wybudujemy stadion to odkupimy Kake. I potem przebojem do Ligi Mistrzów!
Wierzę we wszystkie działania sportowych decydentów w tym mieście. Wierzę w ściągniętego do koszykarskiej Kotwicy Briana Freemana wprost z uniwerku w USA. W końcu 2,7pkt na mecz, 4 zbiórki i 1,5 asysty to piorunujące statystyki. Wierzę... w końcu jestem kibicem więc co mi pozostaje?
No więc ja, jako broniący dobrego imienia piłkarskiej Kotwicy Kołobrzeg, dementuję pogłoski jakie donieśli mi kibice
Musieliśmy dobrowolnie odpuścić rozgrywki w 2 lidze bo nie mielibyśmy obiektu przystosowanego do restrykcyjnych wymogów tejże. Mało tego. Nasze miasto stara się zostać centrum pobytowym dla jednej z drużyn euro2012. Baza noclegowa, plany inwestycyjne i odległość od lotniska imponują
Ale odbiegłem od tematu. W każdym razie porażka z Dębem Dębno 2:0 ostatnio to zamierzone działania. Jak wybudujemy stadion to odkupimy Kake. I potem przebojem do Ligi Mistrzów!
Wierzę we wszystkie działania sportowych decydentów w tym mieście. Wierzę w ściągniętego do koszykarskiej Kotwicy Briana Freemana wprost z uniwerku w USA. W końcu 2,7pkt na mecz, 4 zbiórki i 1,5 asysty to piorunujące statystyki. Wierzę... w końcu jestem kibicem więc co mi pozostaje?
21 sie 2009
Konto usunięte
Wczoraj pozbyłem się kroczek po kroczku konta w serwisie społecznościowym NK. Chyba informacja o tym, że jakiś gangster wpadł w ręce policji po kilku latach ukrywania się, bo zaczął wysyłać wiadomości do swojej ex, będąc nad morzem w Polsce na 'małym urlopie z emigracji spowodowanej listem gończym', przechyliła szalę. Wyczytałem kiedyś, że aby skasować konto tak dosadnie, by nie zostawiło śladu w sieci, trzeba skasować znajomych, zdjęcia, klasy, fora i na koniec nabluzgać adminowi, żeby sam cię wywalił. Mimo wszystko nie wierzę, że można całkowicie skasować cokolwiek co dostało się do internetu - niestety - uważaj co tam przesyłasz :)
Zawsze lubiłem wszelkiego rodzaju grona, myspace'y i im podobne. Jednak fenomen Naszej Klasy to faktycznie 'fenomen'. Zaspokajanie próżności z jednej strony, a z drugiej mania 'podglądactwa'. No i sam pomysł. Nasza klasa. Ludzie ze szkoły. Ludzie, których w pewnym momencie połączył los, bez względu na zainteresowania czy innego rodzaju podobieństwa, może poza wiekiem, choć i to przecież nie jest regułą. Oczywiście dzięki ślepemu losowi, pojawiło się mnóstwo długotrwałych przyjaźni czy miłostek, jednak z wieloma obcowało się 'siłą rzeczy'.
Jaki ma więc cel odnalezienie Grześka z podstawówki, którego znałem mając 12 lat? Dowiedziałem się, że obecnie pracuje i mieszka w zupełnie innym mieście, ma żonę i 2 dzieci. Spoko. Do tego po wymianie dwóch wiadomości nie za bardzo mamy o czym gadać. A to jeden z lepszych kolegów z czasów zamierzchłych.
I pozostaje nam tych 250 znajomych (chyba, że do tego dorzucimy trzysta fikcyjnych kont typu 'Piotry, Piotrki i Piotrusie') do których i tak się nie odzywamy. Tylko, co jakiś czas (lub w niektórych przypadkach naszaklasoholików - codziennie) widzimy zdjęcia "znajomych" i ich dzieci, psy, koty, widoki z Egiptu i pozę przy jakimś aucie. Osobiście wyczerpałem ciekawość, wszystko już wiem, z nikim z zamierzchłej przeszłości jakoś kontaktów nie odnowiłem na tyle żebyśmy mieli sobie padać w ramiona i tak zamknąłem konto w tym nieszczęsnym serwisie. Chciałoby się powiedzieć niektórym 'Get a life people'.
Najśmieszniejsze, że już podczas kasowania znajomych jeden po drugim dostałem kilka wiadomości na gg i na samej NK (od ludzi, którzy tak czy owak nic do mnie nie pisali) dlaczegóż to ich skasowałem. Ktoś śledzi te 'wydarzenia' na dole strony głównej jednak? Znów - 'Get a life people'.
Tak więc jestem w facebook.pl :) Z całym zapasem znajomych, z którymi utrzymuję stały kontakt. A do moich kochanych, niezapomnianych Kiełboli, Pepków, Bertongów, Weniów, Lesiów, Smołków i innych, którzy mogą sobie nie życzyć rozgłosu (ustawa o ochronie danych osobowych), mam numer telefonu. A jeśli nieaktualny to co... długo ich znajdę?
No i miało być bezszelestnie ale skasowanie konta na NK nie przechodzi bez echa :P
Zawsze lubiłem wszelkiego rodzaju grona, myspace'y i im podobne. Jednak fenomen Naszej Klasy to faktycznie 'fenomen'. Zaspokajanie próżności z jednej strony, a z drugiej mania 'podglądactwa'. No i sam pomysł. Nasza klasa. Ludzie ze szkoły. Ludzie, których w pewnym momencie połączył los, bez względu na zainteresowania czy innego rodzaju podobieństwa, może poza wiekiem, choć i to przecież nie jest regułą. Oczywiście dzięki ślepemu losowi, pojawiło się mnóstwo długotrwałych przyjaźni czy miłostek, jednak z wieloma obcowało się 'siłą rzeczy'.
Jaki ma więc cel odnalezienie Grześka z podstawówki, którego znałem mając 12 lat? Dowiedziałem się, że obecnie pracuje i mieszka w zupełnie innym mieście, ma żonę i 2 dzieci. Spoko. Do tego po wymianie dwóch wiadomości nie za bardzo mamy o czym gadać. A to jeden z lepszych kolegów z czasów zamierzchłych.
I pozostaje nam tych 250 znajomych (chyba, że do tego dorzucimy trzysta fikcyjnych kont typu 'Piotry, Piotrki i Piotrusie') do których i tak się nie odzywamy. Tylko, co jakiś czas (lub w niektórych przypadkach naszaklasoholików - codziennie) widzimy zdjęcia "znajomych" i ich dzieci, psy, koty, widoki z Egiptu i pozę przy jakimś aucie. Osobiście wyczerpałem ciekawość, wszystko już wiem, z nikim z zamierzchłej przeszłości jakoś kontaktów nie odnowiłem na tyle żebyśmy mieli sobie padać w ramiona i tak zamknąłem konto w tym nieszczęsnym serwisie. Chciałoby się powiedzieć niektórym 'Get a life people'.
Najśmieszniejsze, że już podczas kasowania znajomych jeden po drugim dostałem kilka wiadomości na gg i na samej NK (od ludzi, którzy tak czy owak nic do mnie nie pisali) dlaczegóż to ich skasowałem. Ktoś śledzi te 'wydarzenia' na dole strony głównej jednak? Znów - 'Get a life people'.
Tak więc jestem w facebook.pl :) Z całym zapasem znajomych, z którymi utrzymuję stały kontakt. A do moich kochanych, niezapomnianych Kiełboli, Pepków, Bertongów, Weniów, Lesiów, Smołków i innych, którzy mogą sobie nie życzyć rozgłosu (ustawa o ochronie danych osobowych), mam numer telefonu. A jeśli nieaktualny to co... długo ich znajdę?
No i miało być bezszelestnie ale skasowanie konta na NK nie przechodzi bez echa :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)