Kołobrzeski Spleen

30 wrz 2009

Świat jest mały

Ok. Coś jest nie tak. Jakiś błąd w Matrixie. Ja rozumiem, że można spotkać gościa, którego poznało się na weselu zioma, dzień później w McDonaldsie w Słupsku. W końcu wszyscy chodzą na wyborne śniadania do McDonalds. Więc dzień po poprawinach, o 8 rano, 130km od miejsca gdzie obywało się wesele, łatwo spotkać weselników. Ale wyobraźmy sobie hotel w Gdańsku. W Gdańsku Sobieszewie, czyli prawie w obwodzie Kaliningradzkim. Do tego hotel od "centrum" tego Sobieszewa oddalony kilka kilometrów, w lesie, nad samym morzem - słowem, na kompletnym zadupiu. I hotel swoje wakacyjne oblężenie ma za sobą, a my jesteśmy tam teoretycznie jedyną grupą na nudnym szkoleniu. Praktycznie jest tam jeszcze jedna grupa, producentów filmowych, która pojawia się około 23:00. I podchodzi dziewczyna z tej drugiej ekipy i mówi do mnie: "Ej, a czy ty nie byłeś 9 lat temu w Kalifornii, w Mendocino?".

Bo ona pracowała na kuchni, a ja byłem od spraw technicznych. Ale od tego czasu nasze światy się oddaliły. I ona mi opowiada jak to właśnie kręcą reklamę dla banku i latają na różne plenery i atakuje Tajlandią, krewetkami nad oceanami, kawiorem w Rosji i serem w Paryżu, bankietami, drogimi winami, zegarkami z inskrypcjami i aktorami ze znanymi nazwiskami. I obiecałem sobie, że teraz czas na mnie. Że jednak byt określa status. Że jesteśmy tym co mamy, a nie naszymi bogatymi osobowościami. Że Warszawa i szczury i pogoń i kreska za kreską i do celu po trupach. Że jednak kadilaki i baseny w ogrodzie. Że inaczej jestem z góry skreślony, że nie mam riposty na jej kawior i krewetki i drogie apartamenty w Honolulu. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. I wziąłem! Wysłałem ten kupon lotto ... ale trafiłem tylko dwójkę. Kadilaki muszą poczekać na kolejną kumulację, bo nie chodzi o drobne przecież.

Brak komentarzy: