Kołobrzeski Spleen

3 mar 2008

Co to był za bal!

No to się działo Panie w ten łykend! Nie wiem od czego zacząć, więc klasycznie zacznę od dupy strony. Był mecz gwiazd ale to już w niedzielę i mecz był bardzo efektowny. Kto widział ten wie, a kto nie widział niech żałuje. Mogli sobie odpuścić tą Kasie Nova i Stachurskiego no ale niech im będzie. Grunt, że koszykarskie widowisko spoko. Pluta jest normalnie bogiem rzutów za trzy, a konkurs wsadów zdecydowanie na wysokim poziomie.

No ale dzień wcześniej imprezka rodzinna w lokalu i wjechał schabowy z żurem a potem już jechała tylko wódzia i generalnie jak zaczęło się o 16:00 to skończyło się o 22:00 i o tej godzinie już przetransportowałem się wprost do łóżka tak więc w niedzielę pobudka poranna, kulturka i dużo cytryny i jakoś żyłem. No ale wypić z wujem i dziadkiem – bezcenne.

I jeszcze w sobotę z rańca małe obmiary w terenie na zasadzie radosna praca architekta. Czyli wesoła piwnica bez ogrzewania i prądu i my tam z latarą i miernikiem. No ale patrzę jest okienko tylko zabite dechami, mówię zerwę dechę i będzie trochę światła. I już chciałem wtykać palec w tą szparę i urywać skurczybyka ale coś mi tam jakoś nie grało. To mówię poświeć mi tu tą latarą z łaski swojej. No i temat zaraz rozświetlony, a tam szczęśliwe gniazdo piwnicznych robaków takich pancerników milutkich więc dobrze, że tam palucha nie wtykałem, bo fanem nie jestem.

A tymczasem w sobotę pod klubem Antidotum, niejaki Krzystof dostał w tubę, bo było małe nieporozumienie i wylądował w szpitalu i dwa szwy bez znieczulenia, no ale on już znieczulony więc bezboleśnie upiększyli mi zioma. A mówią, że już w tym kraju nic za darmo dostać nie można...

1 komentarz:

Glub pisze...

helloł- możesz updejtnąć dane.