Kołobrzeski Spleen

21 wrz 2009

Gloria Victis

Mam sentyment do Sopotu i Oliwy. Wystarczy odejść od głównych arterii żeby znaleźć się pośród przedwojennych kamieniczek, starych drzew i poczuć się jak w małym mieście. Cisza, spokój i pełne uroku widoczki. Śmiało mógłbym się tam przeprowadzić, bo do dużego miasta kilka kroków, a klimat jak na wsi. Do tego odkryłem lokalny supermarket 'Alma', który reklamował się tym, że importują produkty z całego świata... no i nawiozłem przypraw i innych ciekawostek. Taki sklep na miejscu by się przydał zdecydowanie, bo zwariowałem.

No i z ziomem przy półfinale Eurobasketu opróżniliśmy kilka litrów piwa żywieckiego. Mecz Słowenia - Serbia to mój zdecydowany faworyt tych mistrzostw. Bo finał... nie oszukujmy się - jest koszykówka europejska i jest drużyna Hiszpanii - bezkonkurencyjna po prostu. No i po meczu finałowym jestem fanem Rickiego Rubio. Gość jest wariatem.


Tak czy siak, wracając do celu naszej podróży do trójmiasta, ona zdała ten egzamin. Kozak.

17 wrz 2009

Fortuna favet fortibus

Jutro jadę z małżonką do Gdańska. Bynajmniej nie jest to wycieczka weekendowo - urlopowa... Jak wiadomo, bądź nie, w sobotę, w całym kraju, odbywają się egzaminy na aplikacje adwokackie, radcowskie i notarialne. Po zeszłorocznej masakrze, w tym roku uzbierała się rekordowa liczba aplikantów - 14tys. (razy wpisowe - oj wymiar sprawiedliwości ręce zaciera). Egzamin składać się będzie ze 150 pytań, z czego 100 musi być prawidłowa aby taki ancymon dostał się na aplikację. W tym roku małżonka będzie próbować zostać notariuszem.

O Kaliszu! O Czumo! - O patroni święci zabłąkanych aplikantów na notariuszy! Czuwajcie nad moją niebogą, co by jej pióro ku właściwej odpowiedzi się kierowało, a czystość jej umysłu jako zefir znad morza same trafne paragrafy i ustępy na myśl przywodziła. Niechaj pojawi się lux in tenebris, a sprawiedliwa Temida szale wagi na korzyść o jej litość błagających przechyli.

I wtedy ja, cytując mojego zioma co mężem pewnej pani prawie-adwokat ostatnio został, przechodzę na emeryturę. :)

16 wrz 2009

Gdzie są moje makalony?

Problem mam – potrzebuję ciuchy nowe / Chciałbym sobie kupić, ale w sklepach są chujowe
Cytat pochodzi z ostatniej płyty Abradaba i w pełni oddaje rezultaty mojego szwędactwa sklepowego, które usilnie uprawiam w różnych miastach Polski. Dużą szansą jest jeszcze wizyta w ten weekend w Galerii Bałtyckiej w Gdańsku ale nie ma się co łudzić - w tym kraju nie ma fajnych ciuchów.

Zdefiniuj fajne? Mam prosty przykład - buty. Mam słabość do butów i przez to kolekcję niemałą. Kolekcja jednak się mocno styrała, bo każdą z par przywoziłem zza oceanu. Ostatnie 3 pary przywiózł mi pan kurier zza oceanu, bo w desperacji zamówiłem je przez sieć. W końcu dolar leżał na łopatkach, a wybór jest nieporównywalny. I łażę po tych sklepach, wertuję stronice internetowe i nic. Na koniec sezonu letniego, jakieś 2 tygodnie temu, udało mi się w końcu kupić letnie, eleganckie makalony do pracy. Bo u mnie z butami jest tak, że jak zobaczę te właściwe to wiem, że to one i muszę je mieć. Kurwa trzy miesiące spędziłem szukając takich w Polsce. Szok, że i tak udało mi się je w końcu kupić.

Jakieś pół roku temu, wkurzony, wlazłem na stronę sklepu zlokalizowanego za oceanem i wybrałem 8 par butów, przeszukując bazę ponad 10 tysięcy. Zajęło mi to dobre dwa tygodnie - ale wybrałem. Złożyłem zamówienie, a oni odpisali, że 5 z 8 par nie może być wysłanych, ponieważ producenci tych marek nie życzyli sobie wysyłania ich do wybranych krajów Europy... m.in. Polski. Myślałem, że ich zastrzelę. Tych samych modeli oczywiście nie znalazłem nigdzie u nas. I chodzę w tych starzejących się opyplusach. Wstyd.

A ty jak znajdziesz jeden z tych modeli to kup w rozmiarze 12.


I jeszcze taka ciekawostka na jaką się natknąłem. Klapki FIESTAFLOPS. Ktoś chciałby ze mną podkraść ten biznes i wprowadzić na nasz rynek? Czy takie rzeczy tylko w USA mają prawo bytu? Bo tak żeby być ich dystrybutorem na Polskę to 30$ za sztukę to nie przejdzie u nas. Musi być tak max 50zł :) No i pomysł z robieniem na zamówienie modeli dla hoteli, aquaparków itd. Może się udać :)

15 wrz 2009

Boombox

Na EPce Łony jest taki numer Boombox. W tytułowym boomboxie coś się 'popsuło', bo nie chce on czytać płyt młodszych niż pięcioletnie i żadne zabiegi nie mogą go zmusić aby się to zmieniło.

Przesłuchuję ostatnio mnóstwo płyt, szukając perełek - głównie do auta, bo ileż można słuchać tego samego. Z drugiej strony mam tu na blogu mały kącik melomana, którego chyba tylko ja słucham. No ale to też mnie motywuje do, jakby nie było, jednego z moich ulubionych zajęć, na który czasu ostatnio mało - słuchania muzyki. I okazuje się, że mam przypadłość Łonowego boomboxa. Co się stało z rapem? Gdzie się podziały sample - co się wszyscy uparli na tę elektronikę? A może to naturalny proces ewolucji muzyki, której jako starsi stażem 'nie rozumiemy'? Nasze babcie, fanki Ordonówny były przerażone Niemenem. Nasi rodzice, fani Perfectu byli przerażeni samym zjawiskiem muzyki elektronicznej czy rapu. Czy będę podtykał mojemu dziecku wczesne dokonania Guru, Commona, Mos Defa, mówiąc aby zluzował z tym Neyo, T.I. i innymi bliżej nieznanymi artystami co w refrenie mają po-po-po-pokerface po-po-pokerface? No na bank. Tylko czy on/ona będzie mówić - tatuś daj spokój z tymi staroświeckimi numerami? Czas pokaże.

W każdym razie, po głębszym dłubaniu w numerach, w kąciku melomana wylądowały numery z 2001 i 2002 - K-otix - World Renown i NAS - Get Down. Będę was nawracał z pokerfejsów na jedynie słuszny, zakurzony rap. Jakoś mój Youtube nie chce odpalić nic nowszego, sorry. :)

14 wrz 2009

Weekendowe Eurobasketowanie

Dwa miesiące temu wziąłem się za szukanie biletów na EuroBasket2009 i wyszło mi, że najlepszym terminem będzie niedziela 13 września i Bydgoszcz - w miarę blisko, no i niby da się do pracy pójść dzień później. Biletów oczywiście nie zamówiłem i nim się zorientowałem Euro Basket już trwał. Ziom, z którym miałem jechać nie wykazywał entuzjazmu i temat po prostu odpuściliśmy.

Jednak w niedzielę rano okazało się, że inny ziom jest w posiadaniu dwóch biletów właśnie na ten dzień, a jego kamrat odpuścił w ostatniej chwili temat. 15 minut na decyzję i wylądowałem w Bydgoszczy.

Piękna hala! Wielka! Trzy mecze - Macedonia vs Niemcy, Rosja vs Grecja i Francja vs Chorwacja. Do tego całkiem spore grupki kibiców każdego z tych krajów. Piękne, zacięte spotkania i klimat nie do opisania. Do tego, na zewnątrz hali zorganizowano miasteczko kibica z telebimem, kiełbaskami i piwem. A na telebimie oczywiście mecz siatkarzy. Jednak o samym zwycięstwie Polaków dowiedzieliśmy się podczas meczu Francuzów z Chorwacją. Zawodników pewnie lekko zdziwił fakt, że nagle cała hala zaczęła skandować Polska, Polska!. Normalnie święto kibica! Warto wziąć udział w takich wydarzeniach - bez dwóch zdań. Jak nie dla samych spotkań to choćby dla litewskiej ekipy cheerleaderek, które dały taki show, że oczy wychodziły z orbit - i nie chodzi tu tylko o urodę, choć tej im również nie brakowało. Zrezygnowany Tony Parker, z którym dzieciaki robiły sobie zdjęcia bez jego zgody przed meczem to też widok bezcenny. Nie wspominając już o skandowaniu razem z kibicami z Mołdawi: Auf wiedersehen, auf wiedersehen, Deutschland, Deutschland auf wiedersehen. Miód! Nawet powrót o 3 w nocy i wstawanie poranne do roboty tak nie bolało :)

11 wrz 2009

Dziś nie będzie o piłce

Tak. Jak w tytule. Chociaż powinno nie być 'dziś', bo już w ogóle nie będzie nic o piłce. Jakieś generalne przygnębienie było czuć w czwartek - ja nie wiem. Widać niektórzy na oczy przejrzeli. Koniec złudzeń moi mili. Ssiemy wielkiego pytona jeśli chodzi o futbol i to tyle kwestią podsumowania.

Dziś będzie o Słupsku. Słupsk kojarzył mi się zawsze jako miasto, przez które z bólem serca trzeba przebrnąć samym środkiem jadąc do Gdańska. Generalnie w trakcie tego przejazdu przychodziły mi na myśl pomysły o zaoraniu tego odcinka. Jednak Słupsk, jak się bliżej przyjrzeć - nie jest taki zły, a obwodnicę podobno już budują.

Słupsk ma dużo wspólnego ze Szczecinem - piękne kobiety. Kiedy będąc u zioma w stolicy rozmawialiśmy o babach, narzekał, że na miejscu ma tylko utrzymane mamuśki, gorące MILFy, a brak tych młodych szczecińsko-podobnych łań. Zresztą na studiach mieliśmy taką fazę, że idąc przez Szczecin robiliśmy wyliczankę - na 10 panien jakie zaraz miniemy ile z nich będzie solidną laską. Zwykle było to coś koło 8 :) No chyba, że było się w Galaxy to 10 :) Ech studia. Tak czy owak, ziomowi ze stolicy poleciłem telefoniczne przeprowadzkę do Słupska, a przynajmniej jego odwiedzenie w wolnej chwili.

Tak to właśnie, mając godnego polecenia przewodnika po Słupsku, a zarazem reprezentanta płci pięknej tego miasta - Marikę, trafiliśmy do lokalnej herbaciarni. Godny polecenia to przybytek, położony malowniczo nad rzeką Słupią, choć chyba bardziej nad krajową jedenastką. Tak czy owak 40 stronicowe menu mieści w sobie pewnie koło stu tuzinów herbat zielonych, czerwonych, białych, czarnych, a i pewnie znalazłbyś jakąś w swoim ulubionym kolorze. Kawę też mają przednią - ja stestowałem taką o smaku kardamonu i pomarańczy i przyznam, że przez chwilę czułem się jak na afrykańskiej sawannie.. Uczucie potęgował lejący się z nieba żar wprost na moje plecy odziane w czarną koszulę. Tak czy owak, na herbaciane podróże po świecie zapraszam do Słupska :)

Z dodatkowych ciekawostek 'o Słupsku' - ma najstarszą w Europie windę, która działa! Niestety obiekt zamknięto na 4 spusty, bo Słupsk nie zna pojęcia turystyka. Słupsk ma mur z cegły nad rzeką Słupią ale nie wiadomo co to za mur bo nie ma tabliczki ale wiadomo - Słupsk nie zna pojęcia turystyka. Słupsk nie ma żadnego hotelu, który miałby coś więcej do zaoferowania niż jedną gwiazdkę, ale przecież pojęcie turystyka... Ma za to szkołę policyjną (wielkie gmaszysko!) i policjanta na każdym rondzie - Słupsk zna bowiem słowo porządek i bezpieczeństwo. Słupsk ma też solidny gotycki, trójnawowy kościół ze sklepieniami krzyżowymi ale tamtejsi przewodnicy nigdy go nie odwiedzali... :) Tak czy siak - warto odwiedzić te dziwne miejsce na mapie Polski :P

8 wrz 2009

Do boju Biało-Czerwoni!

No i pięknie. Cóż za tydzień kibica! Po wczorajszej wygranej nad Bułgarią, dziś czas na mecz w siatę z Hiszpanią i w kosza z Litwą. A w środę to już masakra - siata, kosz i noga. Kumulacja! Jak szóstka w totka! POLSKA! Dżizus - nie mam już miejsca w lodówce na browar! :)

I jako mały bonus - tapety. Co miesiąc obowiązkowo muszę mieć inną. Głównie dlatego, że uznaję tylko takie z kalendarzem. Tu jest ciekawa kolekcja na wrzesień.