Kołobrzeski Spleen

12 lut 2011

Scecin Scecin

Rozpieścił mnie prowincjonalny Kołobrzeg. Córa na spacerach nudzi się gdy wpatruje się w niebo. Musi mieć drzewa, budynki - coś co przykuwa jej uwagę gdy leży tak w wózku. Wyszedłem dziś na spacer z dziubą na jednej z dzielnic Szczecina... nie znaleźliśmy skrawka nieba. Chaos panie. Lubię swoją małomiasteczkowość. I powietrze pachnące morzem.

4 lut 2011

A tymczasem 5 miesięcy stuknęło


La Plagne 2011!

Niechlubny urok wycieczki autokarowej, na którą ruszasz samemu, jest taki, że nie wiesz kogo dostaniesz za kompana. A kompan to dość istotny czynnik wpływający na komfort podróży, szczególnie gdy wyprawa to daleka. Poprzednie dwa wyjazdy na snowboardowe szaleństwa uzmysłowiły jedno - w Alpach jeździ się doskonale - w kierunku Alp jedzie się długo i po prostu trzeba podróż przeboleć. Dodatkowo w tym roku musiałem znieść towarzystwo kafara, z którym miałem przyjemność dzielić siedzenia. Kafar lubił chrapnąć i przyduszać mnie swoją masą na większych zakrętach w prawo. Na szczęście, mimo swojej aparycji, był bardzo kulturalnym i sympatycznym kafarem, wychowanym w atmosferze pokoju i miłości. Jak to mówią 'Never judge a book by its cover". Choć mimo wszystko nie wątpię, że potrafi z bańki jebnąć dość fachowo.

Dwudziestogodzinną podróż przewoźnik umilał całym wachlarzem filmów. Nowiutki autobus świetnie radził sobie z DiviXami dostarczonymi przez pasażerów. Co do doboru filmów nie ma co narzekać - wiesz jak to jest jak siedzisz na dupie w jednym miejscu i ruszyć się nie możesz, a za oknem pola, pola i niemieckie Autobany, na których nic się nie dzieje - można po raz 10 obejrzeć Shreka 3. Ale była też perełka - Mała Moskwa... ale może mam sentyment do porosyjskich baz wojskowych w związku z miejscem obecnego zamieszkania. Jako, że w autobusie była spora rzesza młodzieży, puścili też film "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy - Złodziej Pioruna". Sam tytuł zdradza, że niewątpliwie perfidny to film. Do tego polski dubbing - bardzo rozrywkowa pozycja - naiwna i przewidywalna do granic możliwości.

No ale podróż podróżą, a miejsce docelowe jak zwykle bezbłędne. Śnieg i 3 stopnie na plusie. W rezultacie po trzech dniach opalone mordy na brązowo. Dodatkowo dwuletni ser beaufort, którego 'plasterek' ukrojony przez Pana sprzedawcę jadłem na śniadania przez cały pobyt - absolutny hit. A poza tym nuda. Od rana do późnego popołudnia szlifowanie dechy na lokalnych stokach. Dwie spektakularne wyjebki, po których jechałem głową w dół po stoku, po pięknym koziołkowaniu nie zniechęciły. Standardowo, jeden z członków wycieczki, w pierwszy dzień pobytu postanowił się połamać. No ale jak dorodny syn postanowi w ciebie wjechać nie ma rady - odprysk kości piszczelowej, blaszka, śrubki i zwichnięta ręka. Szczęściarz wiedział co robi - komfortowo wrócił do Kołobrzegu samolotem. Ja, w jednym kawałku, w drodze powrotnej zmuszony byłem znosić towarzystwo, przemiłego bądź co bądź, kafara. Snowboardin France 2011 zaliczony!

9 sty 2011

2011

Piszę o pierdołach. Piszę jakieś bzdurne artykuły. Zabrakło w nich mnie. Nie ma w nich miejsca na mnie. Czas odkurzyć bloga.

Co ważne. Co najważniejsze. Niespodziewanie mamy Nowy Rok. Ale to odkrycie myślę nikogo nie zaskoczy. Ale jako, że ja ostatnio naszpikowany jestem wszelkiego rodzaju szkoleniami to może dam tu dobrą naukę Tobie ludu. Bo jak słucham ludzi wokół to widzę, że nie dla wszystkich to jest jasne. Który mamy rok mianowicie? Ano dwa tysiące jedenasty. Nie dwutysięczny jedenasty. Rok dwutysięczny był raz - w roku 2000 - w Millenium tak zwane. I minął. Jest dwa tysiące dziewiąty, dziesiąty, jedenasty. To tak jakby powiedzieć, że urodziłem się w tysiąc dziewięćsetnym osiemdziesiątym pierwszym. To tyle a propos Miodka. Fenkju.

I przyznać trzeba, że rok zaczął się w kratkę. Jednak pomijając te niefortunne zdarzenia są też zwycięstwa. Moja żona mianowicie wygrała, koniec końców, z systemem notarialnym w tym kraju. Trwało to rok. Na finiszu było trochę wybojów, lecz na ostatniej prostej wszystko się rozstrzygnęło na jej korzyść. Zaczęła oficjalnie aplikację, a zjazdy odbywać się będą w Szczecinie. O fortuno! Oznacza to, że co drugi tydzień zawitamy tam całym składem i jak opaczność pozwoli, za te 4 lata przejdę na zasłużoną emeryturę. I tego sobie życzmy w tej godzinie postanowień i noworocznych wyzwań.

I nadszedł czas na urlop. Po dwóch latach bez konkretnego wolnego czas opuścić nie-służbowo ten kraj. Deska odkurzona, stoki ośnieżone, a wieczorem wino i fondue. Dwa tysiące jedenasty czas zacząć!

29 gru 2010

Jak TO robić na Allegro

Nie kumam ludzi co wystawiają przedmioty na Allegro na zasadzie 'machnąłem fotkę telefonem spod lewego bara i lekko mi się rozmazała i zapomniałem pionowego zdjęcia obrócić ale zamieszczam'. Zdjęcia są wielkości paszportowych, a przedmiot w oddali na horyzoncie ale co tam - sprzeda się na bank. No nie kolego - nie sprzeda się. Skoro nie idę do sklepu, nie mam możliwości pomacania, poobracania, a jedyny sposób poznania tego co chcę kupić serwuje mi się na fotkach to chcę ich mnóstwo, w dobrej jakości i, na Boga, obróconych do pionu. Już nie wymagam jednolitego tła, dobrego oświetlenia i prezentacji w towarzystwie pieknych dekoracji ale kurwa mać nie zaśmiecaj moich wyników wyszukiwania tym syfem.

Trzymając się lekko tematu jestem fanem (może już o tym wspominałem) sprzedawców aut z Gubina. Mają oni podwykonawcę, profesjonalną firmę co wystawia im te auta na aukcjach. Inna kwestia, że auta ze świeżo wystawionych aukcji najczęściej już są sprzedane ale to tylko świadczy o doskonałej kondycji i reputacji firmy. Jeśli ktoś będzie w okolicach Gubina polecam zahaczyć o parking pełen ciekawych aut. Szczególnie, że wystaczy wskazać czym człowiek chciałby się przejechać i zaraz z wielkiego pęku kluczy dostajemy ten właściwy i hasło 'idź pan sobie stestuj'. A jest co testować. Aukcje jako perełki powinni pokazywać na szkoleniach ze sprzedaży internetowej. Mucha nie siada. Przykład 1, Przykład 2 , Przykład 3.

W nowym roku życzę wam panowie takich samochodów, a paniom życzę panów z takimi samochodami :) A serio to zdrowia, zdrowia i zdrowia. Nie zapomnijcie za to zdrowie wypić jak nadejdzie północ. Niech się dzieje w Nowym, 2011!

14 gru 2010

The community



Najlepsze rzeczy w życiu są za darmo. Piękny projekt. Producenci podobno wybrani w konkursie. No ale jak tu nie wybrać takiego mistrza jak RJD2.

Cały mixtape Talib Kweli - Year of the blacksmith (the community) do ściągnięcia tutaj.

13 gru 2010

Gulasz po Słowacku

Są takie sosy i przyprawy, które mają narkotyczny smak. Smak niepowtarzalny, który zostaje głęboko w pamięci. Dla mnie te narkotyczne smaki są zwykle piekielnie ostre. W mojej czołówce niezapomnianych smaków znajdują się przede wszystkim sos Sambal Oelek, Sos Sukiyaki czy zupka Kuksu. Swojego czasu, moja żona przywiozła mi z Maroka przyprawę - harissę. Od tego momentu harissa zagościła na dobre w mojej kuchni, dodając kopa co bardziej mdłym daniom.

W obiecanym przepisie na gulasz słowacki z lekką modyfikacją ala cienX można harissę zastąpić papryką chili.

Potrzeba nam:
1. Cebuli i mięsa (wołowina lub wieprzowina) w proporcjach taka sama kupa mięsa jak pociętej cebuli.
2. 5 ząbków czosnku
3. Koncentrat pomidorowy (łyżka)
4. Przyprawy - papryka słodka, majeranek, kminek mielony, Harissa (oooo tak)
5. Wino czerwone wytrawne lub półwytrawne

W rondlu z szerszym dnem rozgrzewamy olej i wrzucamy nań posiekaną cebulę. Złocimy delikatnie i wsypujemy sporą ilość słodkiej papryki w proszku oraz łyżeczkę harissy. Mieszamy intensywnie i zalewamy łyczkiem czerwonego wina co by nam się papryka nie przypaliła i nie zgorzkniała. Wrzucamy pokrojone w kostkę mięso i smażymy chwilę mieszając od czasu do czasu.

Następnie wrzucamy pokrojone drobno ząbki czosnku, sypiemy słuszną ilość majeranku i szczyptę kminku. Dodajemy łyżkę koncentratu pomidorowego, mieszamy, podlewamy winem (nie za dużo żeby się z tego zupa nie zrobiła) i dusimy pod przykryciem do miękkości. Można od czasu do czasu podlać wina jak wyparuje płyn z garnka - to mi się jeszcze nie zdarzyło. Ot cała filozofia.