Na EPce Łony jest taki numer Boombox. W tytułowym boomboxie coś się 'popsuło', bo nie chce on czytać płyt młodszych niż pięcioletnie i żadne zabiegi nie mogą go zmusić aby się to zmieniło.
Przesłuchuję ostatnio mnóstwo płyt, szukając perełek - głównie do auta, bo ileż można słuchać tego samego. Z drugiej strony mam tu na blogu mały kącik melomana, którego chyba tylko ja słucham. No ale to też mnie motywuje do, jakby nie było, jednego z moich ulubionych zajęć, na który czasu ostatnio mało - słuchania muzyki. I okazuje się, że mam przypadłość Łonowego boomboxa. Co się stało z rapem? Gdzie się podziały sample - co się wszyscy uparli na tę elektronikę? A może to naturalny proces ewolucji muzyki, której jako starsi stażem 'nie rozumiemy'? Nasze babcie, fanki Ordonówny były przerażone Niemenem. Nasi rodzice, fani Perfectu byli przerażeni samym zjawiskiem muzyki elektronicznej czy rapu. Czy będę podtykał mojemu dziecku wczesne dokonania Guru, Commona, Mos Defa, mówiąc aby zluzował z tym Neyo, T.I. i innymi bliżej nieznanymi artystami co w refrenie mają po-po-po-pokerface po-po-pokerface? No na bank. Tylko czy on/ona będzie mówić - tatuś daj spokój z tymi staroświeckimi numerami? Czas pokaże.
W każdym razie, po głębszym dłubaniu w numerach, w kąciku melomana wylądowały numery z 2001 i 2002 - K-otix - World Renown i NAS - Get Down. Będę was nawracał z pokerfejsów na jedynie słuszny, zakurzony rap. Jakoś mój Youtube nie chce odpalić nic nowszego, sorry. :)
15 wrz 2009
14 wrz 2009
Weekendowe Eurobasketowanie
Jednak w niedzielę rano okazało się, że inny ziom jest w posiadaniu dwóch biletów właśnie na ten dzień, a jego kamrat odpuścił w ostatniej chwili temat. 15 minut na decyzję i wylądowałem w Bydgoszczy.
Piękna hala! Wielka! Trzy mecze - Macedonia vs Niemcy, Rosja vs Grecja i Francja vs Chorwacja. Do tego całkiem spore grupki kibiców każdego z tych krajów. Piękne, zacięte spotkania i klimat nie do opisania. Do tego, na zewnątrz hali zorganizowano miasteczko kibica z telebimem, kiełbaskami i piwem. A na telebimie oczywiście mecz siatkarzy. Jednak o samym zwycięstwie Polaków dowiedzieliśmy się podczas meczu Francuzów z Chorwacją. Zawodników pewnie lekko zdziwił fakt, że nagle cała hala zaczęła skandować Polska, Polska!. Normalnie święto kibica! Warto wziąć udział w takich wydarzeniach - bez dwóch zdań. Jak nie dla samych spotkań to choćby dla litewskiej ekipy cheerleaderek, które dały taki show, że oczy wychodziły z orbit - i nie chodzi tu tylko o urodę, choć tej im również nie brakowało. Zrezygnowany Tony Parker, z którym dzieciaki robiły sobie zdjęcia bez jego zgody przed meczem to też widok bezcenny. Nie wspominając już o skandowaniu razem z kibicami z Mołdawi: Auf wiedersehen, auf wiedersehen, Deutschland, Deutschland auf wiedersehen. Miód! Nawet powrót o 3 w nocy i wstawanie poranne do roboty tak nie bolało :)
11 wrz 2009
Dziś nie będzie o piłce
Tak. Jak w tytule. Chociaż powinno nie być 'dziś', bo już w ogóle nie będzie nic o piłce. Jakieś generalne przygnębienie było czuć w czwartek - ja nie wiem. Widać niektórzy na oczy przejrzeli. Koniec złudzeń moi mili. Ssiemy wielkiego pytona jeśli chodzi o futbol i to tyle kwestią podsumowania.
Dziś będzie o Słupsku. Słupsk kojarzył mi się zawsze jako miasto, przez które z bólem serca trzeba przebrnąć samym środkiem jadąc do Gdańska. Generalnie w trakcie tego przejazdu przychodziły mi na myśl pomysły o zaoraniu tego odcinka. Jednak Słupsk, jak się bliżej przyjrzeć - nie jest taki zły, a obwodnicę podobno już budują.
Słupsk ma dużo wspólnego ze Szczecinem - piękne kobiety. Kiedy będąc u zioma w stolicy rozmawialiśmy o babach, narzekał, że na miejscu ma tylko utrzymane mamuśki, gorące MILFy, a brak tych młodych szczecińsko-podobnych łań. Zresztą na studiach mieliśmy taką fazę, że idąc przez Szczecin robiliśmy wyliczankę - na 10 panien jakie zaraz miniemy ile z nich będzie solidną laską. Zwykle było to coś koło 8 :) No chyba, że było się w Galaxy to 10 :) Ech studia. Tak czy owak, ziomowi ze stolicy poleciłem telefoniczne przeprowadzkę do Słupska, a przynajmniej jego odwiedzenie w wolnej chwili.
Tak to właśnie, mając godnego polecenia przewodnika po Słupsku, a zarazem reprezentanta płci pięknej tego miasta - Marikę, trafiliśmy do lokalnej herbaciarni. Godny polecenia to przybytek, położony malowniczo nad rzeką Słupią, choć chyba bardziej nad krajową jedenastką. Tak czy owak 40 stronicowe menu mieści w sobie pewnie koło stu tuzinów herbat zielonych, czerwonych, białych, czarnych, a i pewnie znalazłbyś jakąś w swoim ulubionym kolorze. Kawę też mają przednią - ja stestowałem taką o smaku kardamonu i pomarańczy i przyznam, że przez chwilę czułem się jak na afrykańskiej sawannie.. Uczucie potęgował lejący się z nieba żar wprost na moje plecy odziane w czarną koszulę. Tak czy owak, na herbaciane podróże po świecie zapraszam do Słupska :)
Z dodatkowych ciekawostek 'o Słupsku' - ma najstarszą w Europie windę, która działa! Niestety obiekt zamknięto na 4 spusty, bo Słupsk nie zna pojęcia turystyka. Słupsk ma mur z cegły nad rzeką Słupią ale nie wiadomo co to za mur bo nie ma tabliczki ale wiadomo - Słupsk nie zna pojęcia turystyka. Słupsk nie ma żadnego hotelu, który miałby coś więcej do zaoferowania niż jedną gwiazdkę, ale przecież pojęcie turystyka... Ma za to szkołę policyjną (wielkie gmaszysko!) i policjanta na każdym rondzie - Słupsk zna bowiem słowo porządek i bezpieczeństwo. Słupsk ma też solidny gotycki, trójnawowy kościół ze sklepieniami krzyżowymi ale tamtejsi przewodnicy nigdy go nie odwiedzali... :) Tak czy siak - warto odwiedzić te dziwne miejsce na mapie Polski :P
Dziś będzie o Słupsku. Słupsk kojarzył mi się zawsze jako miasto, przez które z bólem serca trzeba przebrnąć samym środkiem jadąc do Gdańska. Generalnie w trakcie tego przejazdu przychodziły mi na myśl pomysły o zaoraniu tego odcinka. Jednak Słupsk, jak się bliżej przyjrzeć - nie jest taki zły, a obwodnicę podobno już budują.
Słupsk ma dużo wspólnego ze Szczecinem - piękne kobiety. Kiedy będąc u zioma w stolicy rozmawialiśmy o babach, narzekał, że na miejscu ma tylko utrzymane mamuśki, gorące MILFy, a brak tych młodych szczecińsko-podobnych łań. Zresztą na studiach mieliśmy taką fazę, że idąc przez Szczecin robiliśmy wyliczankę - na 10 panien jakie zaraz miniemy ile z nich będzie solidną laską. Zwykle było to coś koło 8 :) No chyba, że było się w Galaxy to 10 :) Ech studia. Tak czy owak, ziomowi ze stolicy poleciłem telefoniczne przeprowadzkę do Słupska, a przynajmniej jego odwiedzenie w wolnej chwili.
Tak to właśnie, mając godnego polecenia przewodnika po Słupsku, a zarazem reprezentanta płci pięknej tego miasta - Marikę, trafiliśmy do lokalnej herbaciarni. Godny polecenia to przybytek, położony malowniczo nad rzeką Słupią, choć chyba bardziej nad krajową jedenastką. Tak czy owak 40 stronicowe menu mieści w sobie pewnie koło stu tuzinów herbat zielonych, czerwonych, białych, czarnych, a i pewnie znalazłbyś jakąś w swoim ulubionym kolorze. Kawę też mają przednią - ja stestowałem taką o smaku kardamonu i pomarańczy i przyznam, że przez chwilę czułem się jak na afrykańskiej sawannie.. Uczucie potęgował lejący się z nieba żar wprost na moje plecy odziane w czarną koszulę. Tak czy owak, na herbaciane podróże po świecie zapraszam do Słupska :)
Z dodatkowych ciekawostek 'o Słupsku' - ma najstarszą w Europie windę, która działa! Niestety obiekt zamknięto na 4 spusty, bo Słupsk nie zna pojęcia turystyka. Słupsk ma mur z cegły nad rzeką Słupią ale nie wiadomo co to za mur bo nie ma tabliczki ale wiadomo - Słupsk nie zna pojęcia turystyka. Słupsk nie ma żadnego hotelu, który miałby coś więcej do zaoferowania niż jedną gwiazdkę, ale przecież pojęcie turystyka... Ma za to szkołę policyjną (wielkie gmaszysko!) i policjanta na każdym rondzie - Słupsk zna bowiem słowo porządek i bezpieczeństwo. Słupsk ma też solidny gotycki, trójnawowy kościół ze sklepieniami krzyżowymi ale tamtejsi przewodnicy nigdy go nie odwiedzali... :) Tak czy siak - warto odwiedzić te dziwne miejsce na mapie Polski :P
8 wrz 2009
Do boju Biało-Czerwoni!
No i pięknie. Cóż za tydzień kibica! Po wczorajszej wygranej nad Bułgarią, dziś czas na mecz w siatę z Hiszpanią i w kosza z Litwą. A w środę to już masakra - siata, kosz i noga. Kumulacja! Jak szóstka w totka! POLSKA! Dżizus - nie mam już miejsca w lodówce na browar! :)
I jako mały bonus - tapety. Co miesiąc obowiązkowo muszę mieć inną. Głównie dlatego, że uznaję tylko takie z kalendarzem. Tu jest ciekawa kolekcja na wrzesień.
I jako mały bonus - tapety. Co miesiąc obowiązkowo muszę mieć inną. Głównie dlatego, że uznaję tylko takie z kalendarzem. Tu jest ciekawa kolekcja na wrzesień.
7 wrz 2009
Sen o Mundialu
Mimo moich psioczeń na reprezentację Polski w nogę, jak na kibica przystało, zasiadłem z biało-czerwoną czapką i kuflem Lecha w dłoni aby, z typowo polską nadzieją, obejrzeć mecz przeciw Irlandii. I co ja mam powiedzieć. Najlepiej podsumował to wszystko Żewłakow na gorąco po meczu. Aż byłem w szoku, że w końcu jakiś piłkarz odważył się dosadnie powiedzieć jak chujowa jest ta reprezentacja. Może ktoś to wrzuci na jutuba, ale póki co znaleźć nie mogę. Moje wyskoki z kanapy w kierunku telewizora i miotanie kurwami pod adresem wszystkich zawodników bez wyjątku nie pomogło. Ani, Cudo - Ludo, ani jazzy Smolarek - nikt nie był w stanie dołożyć tej zwycięskiej budy. A Irlandia cudem nie jest. Wystarczyło ich przycisnąć i jedyne co robili to wiwatowe strzały na aut. A to że Lewandowski wleciał, razem z trójką obrońców, strzelając gola lewym pośladkiem jednego z nich, warto przemilczeć.
I chociaż miał to być mecz ostatniej szansy, to już coś wyliczają, że się nadal da. A podobno Polacy jak mają nóż na gardle to są jak lwy. Jak ich okupant przyciśnie to się jednoczą itp. I ta iskierka nadziei, sprawia, że znów zasiądziemy przed tymi telewizorami i cholera tylko ile moja wątroba stresu i piwska wytrzymać może się pytam? Do dupy z taką grą Panie.
Lepiej na siatkę przełączyć albo na zaczynające się dziś ME w koszu. Ja w środę, trochę niechcący, złapałem fuchę tłumacza Bardzo Ważnej Delegacji na Bardzo Ważnej Kolacji w Bardzo Drogiej Restauracji. Jednym słowem mecz, lub jego lwia część, ominie mnie łukiem. I może dobrze. Choć poziom stresu pewnie porównywalny. Angielski już nie ten sam co kiedyś, ale wczorajszy telefon od zioma zza oceanu dodał otuchy, że gadać się da.
A w stolicy, wielki świat Panie. I lekcja podręcznikowa - GPS to nie żona, nie daj sobie za niego ręki uciąć i ślepo nie wierz. Bo wylądujesz po złej stronie Wisły za mostem siekierkowskim i w korku do centrum wracać będziesz. No ale pomijając fakt, że podróż do stolicy znad morza naszego bałtyckiego to nadal mordęga ośmiogodzinna, to przyznać muszę, że drogi się budują, oj budują. Tylko jak się zbudują proszę na nich nie stawiać takiego 50 w kółku czerwonym na tle białym, bo pomysł to niewdzięczny, acz praktykowany. Koniec końców fotki na trasie nie strzelili, przeżyć się udało, ziomy odwiedzone i za zdrowie ich udało się rytuał uczynić, a i nieco milionów w Ministerstwie też udało się uszczknąć dla miasta naszego. Niepozorna wizyta warta dziewięćdziesiąt cztery miliony z hakiem :D
I na wikend dodatkowo szybka lektura w postaci Michała Witkowskiego i jego Margot. Współczesna proza polska pełna brzydkich wyrazów, niewybrednego seksu z tirowcami na 5 batów, świętej Asi od tirowców co przez CB nawraca na dobrą drogę i szołbiznesu w wydaniu bigbraderowskim. Lektura dziwna. Ale sprawiła, że szukam już jego dwóch poprzednich książek, szczególnie tej nominowanej do NIKE.
I chociaż miał to być mecz ostatniej szansy, to już coś wyliczają, że się nadal da. A podobno Polacy jak mają nóż na gardle to są jak lwy. Jak ich okupant przyciśnie to się jednoczą itp. I ta iskierka nadziei, sprawia, że znów zasiądziemy przed tymi telewizorami i cholera tylko ile moja wątroba stresu i piwska wytrzymać może się pytam? Do dupy z taką grą Panie.
Lepiej na siatkę przełączyć albo na zaczynające się dziś ME w koszu. Ja w środę, trochę niechcący, złapałem fuchę tłumacza Bardzo Ważnej Delegacji na Bardzo Ważnej Kolacji w Bardzo Drogiej Restauracji. Jednym słowem mecz, lub jego lwia część, ominie mnie łukiem. I może dobrze. Choć poziom stresu pewnie porównywalny. Angielski już nie ten sam co kiedyś, ale wczorajszy telefon od zioma zza oceanu dodał otuchy, że gadać się da.
A w stolicy, wielki świat Panie. I lekcja podręcznikowa - GPS to nie żona, nie daj sobie za niego ręki uciąć i ślepo nie wierz. Bo wylądujesz po złej stronie Wisły za mostem siekierkowskim i w korku do centrum wracać będziesz. No ale pomijając fakt, że podróż do stolicy znad morza naszego bałtyckiego to nadal mordęga ośmiogodzinna, to przyznać muszę, że drogi się budują, oj budują. Tylko jak się zbudują proszę na nich nie stawiać takiego 50 w kółku czerwonym na tle białym, bo pomysł to niewdzięczny, acz praktykowany. Koniec końców fotki na trasie nie strzelili, przeżyć się udało, ziomy odwiedzone i za zdrowie ich udało się rytuał uczynić, a i nieco milionów w Ministerstwie też udało się uszczknąć dla miasta naszego. Niepozorna wizyta warta dziewięćdziesiąt cztery miliony z hakiem :D
I na wikend dodatkowo szybka lektura w postaci Michała Witkowskiego i jego Margot. Współczesna proza polska pełna brzydkich wyrazów, niewybrednego seksu z tirowcami na 5 batów, świętej Asi od tirowców co przez CB nawraca na dobrą drogę i szołbiznesu w wydaniu bigbraderowskim. Lektura dziwna. Ale sprawiła, że szukam już jego dwóch poprzednich książek, szczególnie tej nominowanej do NIKE.
1 wrz 2009
Stolyca
Od środy do końca tygodnia przesiaduję w Warszawie. Jakby coś, ktoś, jakimś dziwnym trafem, czy jakoś to ten... :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)