Kołobrzeski Spleen

22 lut 2008

Twoja stara rzuca za trzy z dwutaktu

No nic. Natrafiłem na absurdalny artykuł o tym jak wyzywają się 10 latki i jak im odpowiadać. No a w komentarzach fantazja poniosła czytelników. Czyli z cyklu twoja stara...

Twoja stara szczeka na pociągi, twoja stara robi bramę na pogrzebach, twoja stara pierze w Rospudzie, twoja stara miesza bigos kolanem, twoja stara marszczy freda, twój stary kroi chleb krojony, twoja stara gra na trójkącie w Tokio Hotel, twoja stara zbiera bulki dla konia, twoją starą zjadł piżmak, twoja stara wiesza ogłoszenia na tablicy Mendelejewa, twoja stara przyzywa megazorda, twoja stara przeszła Need for Speed na piechotę, twoja stara ciąga rzepę w Familiadzie, twoja stara gwiżdże w kanikułach, twoja stara klaszcze u Rubika, twój stary to nietoperz, twoja stara grasuje w dżungli, twoja stara klaszcze czołem, twoja stara maluje się w Paincie, twoja stara pije wodę z żelazka, twój stary chodzi po kolędzie, twoja stara jest jedna a mówią na nią Grześki, twoja stara nie ma kolan, twoja stara jest w co piątej Kinder Niespodziance, twoja stara to Putin, twoja stara odlicza czas na Rapidshare, twoja stara siedzi na widowni w Fifie, twoja stara jest pusta jak bęben maszyny losującej przed zwolnieniem blokady...

A zresztą tutaj cała lista.

20 lut 2008

No title

No to kot załatwiony. Aż żal mi było wczoraj mojego sierściucha. Miała taki odlot, że pewnie do końca życia zapamięta jakie to ciekawe specyfiki ludzie wymyślili. Przez pierwsze 3 godziny od operacji leżała z wywalonym jęzorem bez ruchu przed kominkiem. Po ocknięciu się zaczęła z mętnym wzrokiem i krokiem pijanego mistrza poszukiwanie przygód. Miała też ochotę wskoczyć tu i tam co kończyło się zwykle jakimś efektownym fikołkiem. No ale wieczorem już była w pełni sobą i nawet fachowo mnie użarła, tak więc nie mam większych obaw co do stanu jej zdrowia.

I kobieta mnie opuściła. Na dwa dni dobie zrobiła weekend środkowotygodniowy w Gdańsku. I jakoś mało zorganizowany jestem. Za dużo wolnego czasu:) No ale dziś Boruc broni w Lidze Mistrzów to chyba coś się zorganizuje:)

A w sobotę gra jakiś dobry zespół jazzowy w Koszalinie. Można by się odchamić.

I bardzo spodobała mi się teza, że tylko Chuck Norris wie jak trafić do wioski Smerfów.

15 lut 2008

Co to był za tydzień!

Nie no taki tydzień pracy to ja rozumiem! Poniedziałek jak to poniedziałek … ale jakoś zleciał. Później dwa dni szkolenia gdzie zostałem okrzyknięty świetnym tancerzem (sie wie!), bo w końcu tylko 4 panów i cały zastęp kobiet no to przecież musiałem te bidulki wziąć w obroty. Szkolenie też spoko, z technik negocjacyjnych i radzeniem sobie z ciężkim interesantem:) Wszystko w formie warsztatów, więc kupa śmiechu i nowych znajomości no i oczywiście umiejętności. Czwartek delegacja do Szczecina, więc przyrzeczona zabrana służbowym wycinaczem szos i pojechali na zakupki. Obiad u Tomali (sentymenty z czasów studenckich), kilka rundek po ukochanym mieście i o 16:00 powrót do Kołobrzegu. Walentynki we włoskiej knajpce przy Ravioli zapiekanych w sosie śmietanowo szpinakowym i dwudziestatrzecia dzień jak Kukuczka zleciał. No a dzisiaj ogarniam sprawy nagromadzone i już myślę o tym, że wikend jest tu! Tak więc drogie mordy – słońce jest, żyć się chce – na spacery ruszać, a nie tu bez celu po internecie łazić.

5 lut 2008

Zwykłe, niezwykłe

Nie wiem jak to jest, że ludzie sobie ubzdurali, że jak człowiek wdepnie w gówno lub nasra na niego jakaś pieprzona mewa to znaczy, że ma szczęście. Zajebiste mi szczęście. Po prostu jedyne pocieszenie w całej tej zasranej sytuacji to właśnie to domniemane szczęście, na które jesteśmy skazani po wjechaniu na kakalakę. Wybaczcie temat ale co zrobić – w końcu i mnie to szczęście dziś dopadło znienacka. Nie chciałbym się tu wdawać w szczegóły ale dziękuję za takie przyjemności i szorowanie podeszwy po odkryciu znaleziska. A czy ty sprzątasz po swoim piesku czytelniku? Czy raczej działasz ku szczęściu obywateli twego miasta?

Ale nic to. Mam jeszcze lepsze wieści. Moja malutka kotka, mój mały, wredny nabytek okazał się być już w pełni zdolny do spraw damsko – męskich, czy raczej kocio – kotkowych. Tu mnie uspokajano, że spooooko, sterylizuje się kotkę po roku mniej więcej. A tu dupa. Na jakiejś mądrej kociej stronie (redagowanej przez jakiegoś przekota, guru kocich obyczajów) wyczytałem, że 5-6 miesiąc to JUŻ ta pora. I ja już potem oblany, mówię dajcie jakiś test ciążowy, bo jak ona już przy nadziei to ja zupełnie nie gotowy na potomstwo, z czego ja to wyżywię i generalnie rozterki wpadkowe. A ta sobie leży kołami do góry z włączonym traktorem niczego nie świadoma. To cap sierściucha do klatki i do weterynarza sprawę trochę naświetlić. No a weterynarz, gość który od zawsze wydawał mi się nieco dziwny, ze swoim miękko cienkim głosikiem rzucił mi „Myśli pan, że mamy już rujkę?”. No ja panie doktorze na bank nie, może pan – nie wnikam, ale chodzi mi o kota (pomyślał przewrotnie cienX). No ale myślę sobie: jak on mi tą kotkę sprawdzi, że ona już w pełni wykształcona i gotowa do zabiegów? Temperaturę jej zmierzy? Głęboko w oczy spojrzy? A on niewiele myśląć, odwrócił kotkę tyłem i ciap ją za, że tak to delikatnie ujmę, podbrzusze. I ją tam mientoli. No i tym swoim głosikiem zdiagnozował: „No, no ogonek już tu podnosi ładnie. Jest gotowa na operację”. Panie doktorze nie wiem czy to co pan robi jest moralnie w porządku, może trzeba było zostać ginekologiem, a swoje fantazje zostawić na po-godzinach-pracy (pomyślał cienX z niepokojem sprawdzając czy ew. droga ewakuacji jest wolna). Tak czy owak dostałem tymczasowe antykoncepty dla mojej kici co by jej tymczasem jakiś jurny podwórkowy szwędacz nie uszczęśliwił, a na 19ego zapowiedziano zabieg. Mam Bunię zostawić z tym gościem na godzinę – i jakoś tak mam obawy.

4 lut 2008

After-weekendowo

Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, rzucając hasło na pewnym forum kołobrzeskim o posiadaniu hamerykańskich, wielkich ciuchów, tak hucznego odzewu. Już w sobotę wieczorem, moja piękna, jako bardziej rzeczowy i reprezentatywny przedstawiciel handlowy, dokonywała pierwszej transakcji w jednym z kołobrzeskich marketów. Okazało się, że trafiliśmy w niszę. Niszę tak zwanych solidnych gabarytowo panów, żeby nie powiedzieć grubasków, którzy mają problemy ze znalezieniem dla siebie ubrań. Bo wiesz, polskie XXL’ki to rozmiarowo akurat pasują na mnie, a amerykańskie pomieszczą hipopotama + VAT. Ale wiadomo jak jest. Wiesz jakie możliwości drzemią w obywatelu Ameryki, nie? Słuszną linię ma nasza władza…

I wybraliśmy się na bansy w piątek, bo wiesz tu zaraz popiołem sypną po głowie i koniec tych karnawałowych przyjemności. Poszliśmy nietypowo, bo lokal zwie się Underground i generalnie znany był mi do tej pory z tego, że wszystkie panie przy barze można sobie za drobną opłatą wziąć w krótkoterminowy leasing. Na wjeździe już informacja kulturka, że miejsc siedzących dziś nie oczekuj, więc my do baru, mojito i wóda z sokiem i siedzimy. Po godzinie już panie od brudnej roboty siedziały tam gdzie się ich spodziewano. No ale masakra, bo lokal po godzinie pełen i parkiet się bawi, że nie ma gdzie palucha wcisnąć. Ale my z przyrzeczoną wszędzie się wciśniemy więc się wcisnęliśmy i bite dwie godzinki wygibasów były. A na drugi dzień pobudka o 13:00 i jakoś rok temu byłaby to normalka, a na dzień dzisiejszy to boli tak stracić pół soboty.

I nie mogę nie wspomnieć, że byliśmy na Lejdis. Pani fryzjerka tak namawiała w końcu, że to taki fajny film i akcja jest, a nie to co Testosteron gdzie nic się nie dzieje tylko gadają i gadają. Och pani fryzjerko. Ale jakież to dialogi były! Ileż tam prawdy życiowej. Ale w końcu ty z Wenus białogłowo, no nie zrozumiesz. Ale Lejdis też spoko. Można zabrać babę:) I samemu też się pośmiać można… „-Byłaś cudowna. –Cudowna to jest kurwa woda z Lichenia”… Warto się wybrać generalnie. Ja w szoku, że u nas nie sezon a tyle ludzi w kinie. Nie wiedziałem, że ich tyle mieszka w tej metropolii normalnie. No ale trochę słońca się pokazało to się odkopali spod piachu, bo letargu idzie kres, wiosna, wiosna gdzieś ty jest?

1 lut 2008

Mam czas

Radio BIS w końcu dokopało się do utworu Jareckiego “Mam czas”. Musieli przerobić jego dwa kawałki, którymi męczyli długie miesiące, żeby w końcu zdecydować się na emisję tego ostatniego – moim zdaniem najlepszego. Numer ten już od dawien, dawna leży na myspace tego artysty i jest przekozak bitowo i podśpiewajkowo.

I przejąłem ‘paczkę od dobrego wujka z Ameryki’ z ciuchami. Jako, że dobry wujek z Ameryki to koszykarz… i to czarny… to wyszło małe nieporozumienie co do wielkości ludzi w Europie. Jednym słowem mam super gatunkowe, markowe naprawdę zajebiste ciuchy… na Bigfoota. No żeby przy wzroście 1.90m koszula sięgała mi do kolan to już lekkie przegięcie. Może mam jakiegoś czytelnika o niestandardowych wymiarach? Albo jakiegoś mocnego gangsta-rapa co chodzi w naprawdę szerokich w bluzach? Albo, krótkich spodenkach za kolana? No bo tanio sprzedam… i to Tommy, Nautica, G-Unit, Nike… No ale nic to. Jak nie pójdą na allegro to trzeba się będzie na trening Kotwicy wybrać:)

No nic to… Weekend czas zacząć.