Kołobrzeski Spleen

13 kwi 2010

Za daleko to się posuwa

Ok, ulegamy ogólnej magii całej tej katastrofy. Okazało się, że TEN Prezydent był drugim Piłsudskim, godnym Królów tego kraju. Jeszcze kilka miesięcy i wyprzedzi naszego Papieża w drodze do beatyfikacji. Albo mnie pamięć myli albo jeszcze kilka dni przed tragicznym wypadkiem był w oczach większości tego narodu kartoflem.

Z całym szacunkiem dla zmarłego. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie. Jednak NIE na Wawelu.

Jarku, podzieliłeś ludzi.

11 kwi 2010

Nie przepadam za lataniem

Powiem więcej. Nie lubię latać. Mam dość konkretny lęk wysokości prawdę mówiąc. W samolocie zawsze czuję, że nie mam się czego złapać. Kiedy zaczynają się turbulencje w locie, lub co gorsza, zaczyna się lądowanie czy start, kiedy maszyna wykonuje te swoje gwałtowne zmiany wysokości, które pakują ci żołądek do gardła, chwytam się siedzenia. Zamykam oczy. Staram się niby myśleć o czymś innym. Choć najczęściej korzystam ze znieczulenia serwowanego przez stewardessy w postaci drinków. Tak czy owak, czego się nie złapię - spadnie to razem ze mną. I zastanawiał mnie ten zwyczaj owacji po udanym lądowaniu w różnych zakątkach świata. Ta euforia po poczuciu gruntu pod nogami. Tak jakby każdy kolejny lot był wyzwaniem.

Kiedy zapytałem pilota awionetki pocztowej, która ładowała na pokład 4 osoby załogi, kryjąc jak mogłem najlepiej swoje obawy głęboko pod maskę spokojnego człowieka, który to jego lot jako pilota na trasie Jackson - Denver - spytał tylko "licząc ten?". I roześmiał mi się w twarz. Potem zważył nas i nasze bagaże i stwierdził "uf dobrze że nie leci ze mną mój drugi pilot i mam już mniej paliwa w baku, bo prawdopodobnie nie poderwalibyśmy się z pasa startowego".

Kilka lat wcześniej jadąc autobusem do San Francisco usłyszałem, że w katastrofie lotniczej zginęła Aaliyah. Nie mogłem w to uwierzyć. Bijąca wtedy rekordy popularności, świetna śpiewaczka i to tuż po premierze filmu "Romeo must die", ONA, nie żyje, mając świat u swoich stóp, i Bahamy jako docelowe miejsce lotu.

Dziś będąc w Zielonej Górze dostałem wiadomość o tym co się stało i co miało za chwilę stać się wiadomością numer jeden tego dnia każdego Polaka i nie tylko. I pomyślałem, że tragedie, w których ginie większa ilość osób to jedno, a wypadki w których giną osoby, o których można powiedzieć, że w jakiś sposób je znamy to drugie. Bo to tak jakby, za przeproszeniem, rozbił się autobus pełen obsady serialu 'm jak miłość'. Niby to żadna nasza rodzina, czy ktoś komu powiedzieliśmy kiedyś "cześć" ale to osoby, które 'widujemy' prawie na co dzień. I nie mówię tu o parze prezydenckiej, bo to przypadek bez precedensu. Ale ta pozostała 80ka. Mój Boże. Gdzieś ich już widziałem...

Nasz świat się nie zawalił tego dnia. No, nie mój przynajmniej. Miałem plany, które musiałem zrealizować i zrealizowałem. Po drodze do Kołobrzegu widziałem przyjęcia weselne, które po prostu, musiały się odbyć. A ludzie tańczyli. Ziemia kręciła się nadal wokół słońca, choć bez kilku osób, które znam z nazwiska. I z całej tej listy najbardziej utkwił mi w głowie Sebastian. Dla mnie jak najbardziej realny i namacalny z całego tego ambarasu. Człowiek, którego tu i ówdzie spotkałem, zamieniłem słowo i uścisnąłem dłoń. I jakoś ciężko mi uwierzyć, że ich już nie ma wśród nas.

C'est la vie.

31 mar 2010

Miejskie skarby

Są takie miejsca - perełki, ukryte w miejskiej dżungli, o których dowiadujesz się pocztą pantoflową. Skarby nie wymagające nachalnej reklamy w mediach, smaczki które reklamują się same z racji tego, że są niepowtarzalne. Jeśli chodzi o kulinaria, szczecińska stołówka ENEI, zwana potocznie "u Tomali', dotarła do nas pocztą pantoflową dzięki tylko nam znanym łańcuszkom. Szef kuchni wyczyniał na zapleczu cuda i za kilka złotych można nadal zjeść tam przepyszne dania z opcją 'do pełna'. Ekipa po obfitym posiłku z trudem wytaczała się z lokalu, zapalić trawiennego fajczana. Nadal bywam w tym miejscu jak najdzie mnie ochota na doskonałe danie za małe pieniądze. Lokal ma jednak dwie wady. Jest czynny w godzinach otwarcia ENEI - czyli do około 15:00 oraz dzięki kiepskiej klimatyzacji stołówki znajdującej się nota bene w podziemiach, po posiłku pachniesz jak frytki ze schabowym. I trzyma się ciebie do wieczora. Bez kitu. Nie idzie tego zabić.

Wczoraj, dzięki rekomendacji znajomych, trafiłem do podobnego przybytku. W okolicy dworca kolejowego, tuż za hotelem Novotel w Szczecinie, na Placu Stefana Batorego mieści się siedziba Urzędu Morskiego. Przepiękny gotycki budynek z czerwonej cegły, będący dawnym ratuszem, kryje w sobie oprócz całej biurokracji, Bar Pod Czerwonym Dachem. W tymże barze urzęduje, jedyny w swoim rodzaju, szef kuchni z prawdziwego zdarzenia, którego specjalnością jest jadło wszelakie z naciskiem na ryby i owoce morza. I gwarantuję, że jest w stanie przekonać najzagorzalszych przeciwników morskich skarbów, że dobrze przyrządzone, smakują wybornie. Sam szef wybiega często z kuchni by doradzić, zapytać czy smakowało itp. Rasowy fachura ściągnięty z dalekomorskich frachtowców. Nam zaserwował rarytas dnia - fileciki okonków w cieście z głębokiego tłuszczu, zapewniając, że będą bez ości. Nie było ani jednej. Do tego na przystawkę podał faszerowanego pstrąga w galarecie z sosem tatarskim. Jakaś masakra. Do tego ceny są typowo barowe, a jedynym minusem jest czas otwarcia baru - w godzinach pracy urzędu. Zajrzyj jak będziesz w okolicy.  

26 mar 2010

oZkary 2009

Przerobiłem nieco filmów z kolekcji Oskary 2009 i widzę, że ta nagroda przestała być przyznawana za filmy jako takie ale za sprawy, które poruszają. Najlepszy film roku - The Hurt Locker - nie wiem czy zasługuje na zmarnowanie dwóch godzin z życia, więc jakim prawem dostaje Oskara. Ano temat Iraku po prostu musiał go dostać, bo tak jest właściwie. Dalej nominowany w 6 kategoriach film Precious. Opieka społeczna, getto, czarnoskórzy, hardknock life itp. Nuda, nuda, nuda. Do tego nie ma nawet rapu. :) Oskar za drugoplanową rolę sadystycznej matki ma się nijak do roli zioma z Bękartów Wojny. Coś bym obejrzał wartego obejrzenia. We are not amused.

I wiosnę mamy i sprawy poukładane, szafy posprzątane, normalnie jakieś życiowe decyzje by się przydały. Dodatkowo brzuchol rośnie i na chwilę obecną 'it's a girl!'. :) Do tego lato ominęło wiosnę i 20 stopni nad morzem i lody dają. A ja na weekend zmieniam kolor korytarza na bardziej wiosenno - radosny. Malowanie z ziomem, krata browa - będzie z tego niezły kram.

15 mar 2010

30 lat minęło ... ale nie mnie

Jak ustalę więcej faktów to może coś dodam o tym mocnym wydarzeniu. Tak czy owak zjechaliśmy na chatę przed 6 rano i wyciągałem zioma z taksówki ale ciężki był bydlak. Był też zadymiarz pod monopolowym, który został strasznie zbrechtany, była policja na chacie, na której nie wiem jak się znaleźliśmy i jakiś sąsiad przy drzwiach napisał "Kurwo, cisza nocna od 22:00 - 6:00". W międzyczasie ziomowi minęło 30 lat. Jak jeden dzień.

11 mar 2010

W marcu jak w garncu

Apartament uważam za urządzony. Mało piszę więcej urządzam. Poza tym walczę. I już myślałem, że wyleją mnie z roboty. A oni dalej nie. No to byle do jesieni.

I dostałem od ubezpieczyciela, niejakiego Amplico, zadośćuczynienie za palca. Polecam grać w kosza i łamać palce. Za palca mam LCD na pół ściany i drobne na ruchy :) Zawsze byłem przedsiębiorczy. Poza tym przelew po tygodniu od wysłania papierów. Solidna firma, normalnie polecam.

A na weekend czas odwiedzić Szczecin i zioma co mu 30 stuknęła. Nobliwy to wiek. Człowiek poważny, ustatkowany. Nic dziwnego, że zażyczył sobie Need For Speed na PS3, a nie krawat. Sprawdzimy na trasie do SZN jak sprawuje się CB. Może padnie rekord przejazdu :P

3 mar 2010

Grasz o staż

Stażyści mojej mamy nie przestają mnie zaskakiwać. W tym roku odbył się casting, który wygrała 27 latka. Laska w życiu nie pracowała, ma 7 letnie dziecko i ustawionego męża. Postanowiła w końcu wyrwać się z domu, bo te marne kilkaset złotych to nie powód. Do roboty przyjeżdża nowym passatem kombi w czerwonych kozakach, które robią niemałą furorę. Jak zastawiła wjazd do garażu mojemu ojcu i ten poprosił żeby odjechała nieco - ta dała mu kluczyki i powiedziała żeby sobie sam przestawił. Tupet buduje dobry wizerunek firmy. Urząd pracy ma w rękawie kilka asów, które warto czasem wyciągnąć. A czy ty masz już swojego stażystę na ten rok przedsiębiorco? :)

I obejrzałem Bękarty Wojny Tarantina. Doskonałe kino. A rola Christopha Walz'a niesamowita.