Dopóki nie wszedłem na stronę FabrykaForm nie wiedziałem, że tak przedziwne akcesoria są mi POTRZEBNE do domu, przy czym każda jedna pierdoła kosztuje nie mniej niż stówę. Przy czym te NAJBARDZIEJ potrzebne mi rzeczy jak np. zaparzacz do kawy w zapinanej koszulce kosztuje już nieco więcej. No ale film zaprezentowany na stronie producenta po prostu sprawił, że muszę go mieć ten zaparzacz! Ta kawa się tam kręci i się zaparza i do tego ta czerwona koszulka i ta zatyczka co sprawia, że fusów nie ma, a kawa zaparzona na maxa jest... Marketing w najczystszej formie - uzmysławia ci, że żyć bez zaparzacza nie możesz, choć przed chwilą nie wiedziałeś, że istnieje.
Podobnie było kiedy wczoraj na ulicach Kołobrzegu zobaczyłem Ferrari prowadzone przez młodego gościa. Znalazłem dziś ten model na allegro. 612 bodajże. Półtorej bańki prawie. No w najbliższych miesiącach raczej nie zakupię. Garażu nie mam, wiesz. Bałbym się, że buchną.
14 sie 2009
11 sie 2009
Trochę sportu
Ach, powołali nam zbawcę! Jest Obraniak! Wszystkie media trąbią o jego przybyciu. On sam mówi aby nie oceniać go po pierwszym meczu ale tryska spokojem i optymizmem. Poczekaj troszkę Ludwiku - skończysz jak Leo. Uwielbiam nasz Polski optymizm, dzięki któremu można nam wcisnąć panaceum na wszystkie nasze nieudolności. Już zapomniałem o tym sparingu z Irakiem! Nieważne, że Leo siedzi w Rotterdamie! Co tam, że Smolarek wyleciał dziś z Racingu (w sumie cholera wie czy jest w kadrze?). Mniejsza, że Boruc się 'skomplikował'. To wszystko nic! Mamy Obraniaka! On nam dźwignie kadrę.
... ale dziś może lepiej o 17:00 na TVP2 zobaczyć czy Gortat dźwignął nam kadrę... w piłkę koszykową oczywiście.
... ale dziś może lepiej o 17:00 na TVP2 zobaczyć czy Gortat dźwignął nam kadrę... w piłkę koszykową oczywiście.
10 sie 2009
7 sie 2009
Piątek - upichć sobie kurę z KFC
Dawno nie było kulinarnie, a przecież w kuchni nie próżnuję. Odkryłem kilka hitów ale dziś będzie o próbie podrobienia hot-wingsów z KFC. Takie skrzydła są hitem na posiadówę, na ciepło i na zimno, pod piwko i pod dobry sosik do maczania. Od czasu do czasu oczywiście, bo to tłuste dziadostwo.
Żeby stworzyć najpodobniejszą wersję skrzydełek domowym sposobem należy zaopatrzyć się w dwa składniki, których założę się, że w kuchni nie posiadacie - glutaminian sodu i jajka w proszku. Glutaminian da się dostać na sieci, a jajka w proszku (tudzież mieszkankę piekarniczą) da się wydębić z lokalnej piekarnio - cukierni.
Podstawa:
- skrzydełka kurczaka
- olej do głębokiego smażenia
Przyprawy:
- pieprz kajeński, pieprz biały, sól, bazylia, tymianek, czosnek w proszku, papryka czerwona słodka, glutaminian
Panierka:
- mąka pszenna, jajka w proszku
Skrzydełka dzielimy na 3 części, lotki wywalamy do kosza. Całość zasypujemy pryprawami: sporo pieprzu kajeńskiego i białego (w końcu to HOT wings), łyżeczka glutaminianu i reszta przypraw wg uznania do smaku. Całość zostawiamy co by się zapeklowało w lodówce - najlepiej 12 godzin.
Panierkę przygotowujemy w stosunku 1-1 oraz lekko solimy. Obtaczamy skrzydełko w panierce, wkładamy na sekundę do wody i znów do panierki. Obtoczone kurczaki kładziemy na sitko i podrzucamy co by nam się charakterystyczne frędzle na kurczaku zrobiły. Tak przygotowane kury wrzucamy na głęboki tłuszcz (180-200 stopni - może być frytkownica) i dajemy im około 14 minut. Ot i cała filozofia. Fastfood w końcu.
Jak nie zdobędziecie jajek w proszku, można obtaczać kury w samej mące, a zamiast wody użyć białka jajek do maczania.
Przepis jest efektem wielogodzinnego studiowania internetu oraz licznych przypalonych garnków, spalonych kurczaków i zapaćkanej mąką kuchni. Ręczę, że jest bliski oryginału. Po oryginał zapraszam do KFC :D
A jakby mnie kto szukał to z ekipą 70 znajomych, okupujemy jedno z pól biwakowych nad jeziorem. Dziś w planie podnoszenie procentów, by z rana, ledwo żyw, ruszyć spływem kajakowym w dół (mam nadzieję) rzeki. To będzie ciężki weekend.
Żeby stworzyć najpodobniejszą wersję skrzydełek domowym sposobem należy zaopatrzyć się w dwa składniki, których założę się, że w kuchni nie posiadacie - glutaminian sodu i jajka w proszku. Glutaminian da się dostać na sieci, a jajka w proszku (tudzież mieszkankę piekarniczą) da się wydębić z lokalnej piekarnio - cukierni.
Podstawa:
- skrzydełka kurczaka
- olej do głębokiego smażenia
Przyprawy:
- pieprz kajeński, pieprz biały, sól, bazylia, tymianek, czosnek w proszku, papryka czerwona słodka, glutaminian
Panierka:
- mąka pszenna, jajka w proszku
Skrzydełka dzielimy na 3 części, lotki wywalamy do kosza. Całość zasypujemy pryprawami: sporo pieprzu kajeńskiego i białego (w końcu to HOT wings), łyżeczka glutaminianu i reszta przypraw wg uznania do smaku. Całość zostawiamy co by się zapeklowało w lodówce - najlepiej 12 godzin.
Panierkę przygotowujemy w stosunku 1-1 oraz lekko solimy. Obtaczamy skrzydełko w panierce, wkładamy na sekundę do wody i znów do panierki. Obtoczone kurczaki kładziemy na sitko i podrzucamy co by nam się charakterystyczne frędzle na kurczaku zrobiły. Tak przygotowane kury wrzucamy na głęboki tłuszcz (180-200 stopni - może być frytkownica) i dajemy im około 14 minut. Ot i cała filozofia. Fastfood w końcu.
Jak nie zdobędziecie jajek w proszku, można obtaczać kury w samej mące, a zamiast wody użyć białka jajek do maczania.
Przepis jest efektem wielogodzinnego studiowania internetu oraz licznych przypalonych garnków, spalonych kurczaków i zapaćkanej mąką kuchni. Ręczę, że jest bliski oryginału. Po oryginał zapraszam do KFC :D
A jakby mnie kto szukał to z ekipą 70 znajomych, okupujemy jedno z pól biwakowych nad jeziorem. Dziś w planie podnoszenie procentów, by z rana, ledwo żyw, ruszyć spływem kajakowym w dół (mam nadzieję) rzeki. To będzie ciężki weekend.
6 sie 2009
Gdybyśmy urodzili się ciut wcześniej w JuEs
Widać, że byłby ze mnie dobry Jay-Z i moja Beyonce też niczego sobie, aaaajjjjjt?
W internecie www.yearbookyourself.com robi furorę.
5 sie 2009
4 sie 2009
Latać
Przygód ze wsi ciąg dalszy. Sławny apartament koło naszego domu okupuje, od wczoraj, śpiewająca ekipa z gitarą. Idąc spać, do snu tulił mnie utwór „Whisky moja żono”. Są wakacje w końcu, tak? Nikt przecież do pracy rano wstawać nie musi. Żona moja mnie tylko rano poinformowała, że ekipa rzygała przez okno koło 3 nad ranem. To się nazywa Polski etos zabawy! Wyjedź nad morze z kolegami, śpiewaj z nimi przy gitarze i winie do białego rana i rzygaj po dachu ile fabryka dała! Rozczuliłem się – ach te studenckie czasy ;)
I zrobiłbym coś. Coś we mnie siedzi. Oglądałem wczoraj na National Geographic odcinek z cyklu podróży kulinarnych po świecie. I tam jeżdżą i jedzą. I byli we Włoszech. I była ryba, owoce morza, makarony i pełno oliwy! I flaki jedli jakieś smażone w bułce na ulicy z ostrym sosem. Też bym pojechał coś zjeść…
A do tego mamy pod nosem lotnisko i zacząłem szukać ile kosztuje taki kurs pilotażu na motolotnie. I kosztuje dychę. A sama motolotnia nówka nie śmigana trzy dychy. I można tym latać i sunie to 100 na godzinę i np. lecisz sobie do zioma do Zielonej Góry w 2 godziny i lądujesz na polu, bo to gdzie popadnie można usiąść praktycznie. No ale kurwa ja mam lęk wysokości! A co dopiero pilotować to ustrojstwo? Ale mówię – przezwyciężę i wezmę skoczę ze spadochronem podczepiony do zioma, bo są właśnie u nas do końca tygodnia. I zobaczyłem filmik z tego wydarzenia na ich stronie i nogi mi zadrżały. Niestety cienX skrzydeł nie ma i po ziemi stąpać twardo lubi – ptaka ze mnie nie zrobią. I tyle na temat szaleństw.
Hasło na dziś: „Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to właśnie robi.”
I zrobiłbym coś. Coś we mnie siedzi. Oglądałem wczoraj na National Geographic odcinek z cyklu podróży kulinarnych po świecie. I tam jeżdżą i jedzą. I byli we Włoszech. I była ryba, owoce morza, makarony i pełno oliwy! I flaki jedli jakieś smażone w bułce na ulicy z ostrym sosem. Też bym pojechał coś zjeść…
A do tego mamy pod nosem lotnisko i zacząłem szukać ile kosztuje taki kurs pilotażu na motolotnie. I kosztuje dychę. A sama motolotnia nówka nie śmigana trzy dychy. I można tym latać i sunie to 100 na godzinę i np. lecisz sobie do zioma do Zielonej Góry w 2 godziny i lądujesz na polu, bo to gdzie popadnie można usiąść praktycznie. No ale kurwa ja mam lęk wysokości! A co dopiero pilotować to ustrojstwo? Ale mówię – przezwyciężę i wezmę skoczę ze spadochronem podczepiony do zioma, bo są właśnie u nas do końca tygodnia. I zobaczyłem filmik z tego wydarzenia na ich stronie i nogi mi zadrżały. Niestety cienX skrzydeł nie ma i po ziemi stąpać twardo lubi – ptaka ze mnie nie zrobią. I tyle na temat szaleństw.
Hasło na dziś: „Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to właśnie robi.”
Subskrybuj:
Posty (Atom)
