Kołobrzeski Spleen

8 lip 2009

Kilka wskazówek na dziś i jutro

Nie kupujmy
marzeń
jak mebli,
nie bądźmy
zanadto
przebiegli,
nie wstydźmy się własnej nagości,
tylko dajmy, dajmy, dajmy się zaskoczyć miłości.

Nie paktujmy
z panem Bogiem,
z panem diabłem,
nie mówmy,
że jest głupie,
to co nagłe,
zamknijmy stare życie
na klucz, na dwa,
wystarczy spuścić ze smyczy
to słowo "ja", "ja", "ja"...

Nie kupujmy
nieba
na kredyt,
nie planujmy
szczęścia
ni biedy,
nie grajmy w dwa życia jak w kości,
tylko dajmy, dajmy, dajmy się zaskoczyć miłości.

7 lip 2009

Dobry sąsiad

Jak długo można sprawdzać cierpliwość sąsiadów? Wiadomo, że najważniejsze jest pierwsze wrażenie, więc postanowiliśmy wejść do nowej wspólnoty wręcz niezauważeni. Miało obyć się bez remontów, hałasów – generalnie nie chcieliśmy mącić harmonii sąsiedzkiego spokoju jaki panuje na tej wsi. Ale potem wpadł pan od podłogi i zaczął piłować deski. Potem drugi z hukiem wypierdzielił okno. Następny miał wywieźć z mieszkania stare kanapy… ale jak pojawiliśmy się po trzech dniach na osiedlu okazało się, że majestatycznie okupują śmietnik i dwa miejsca parkingowe. Telefon do zioma i ‘Panie co to ma znaczyć, czemuś nie wywiózł tych kanap?’. ‘Ano bo jak wynosiliśmy kanapy to zaczepił nas jakiś facet i mówi żeby to zostawić, a on to zabierze sobie’. No tak. Świetnie. To sobie zabrał.

Dodatkowo mamy ostatnio do czynienia ze sklepami typu Media Markt, Euro Agd, Abra, Castorama itp. i ich opcjami ‘na dowóz’. No to jest dopiero rewelacja. Zwykle wygląda to tak, że szanowni sprzedawcy oświadczają, że dowóz będzie między 15:00, a 20:00. Człowiek ustala sobie więc jakiś tam harmonogram dnia i w trakcie jego realizacji około godziny 13:00 dzwoni wesoły Pan dostawca, mówiąc: ‘Stoję pod mieszkaniem z Pana lodówką’. I wtedy cały ten misterny plan idzie w pizdu, bo właśnie miałem w opcji zjedzenie obiadu, gdyż żołądek wywraca się do góry nogami po ostatnim posiłku o 8:00, a muszę zapieprzać w zupełnie nieplanowanym kierunku z prędkością światła.

Można powiedzieć, że dostawcy raczej działają mi na nerwy, niż moim sąsiadom, ale przykład dnia wczorajszego unaocznia ogrom tragedii. No bo harmonogram dnia prosty: o 16:00 ma przyjść hydraulik puścić rurę przez ścianę do sąsiedniej łazienki, o 19:00 Pan informatyk ma podłączyć sieć, a do 20:00 powinna przyjechać kanapa. Pan informatyk wpada sobie radośnie o 15:30, bo zapomniał w sumie, o której miał być ale to w końcu informatyk – bezszelestnie załatwia sprawę. O 20:00 wpada Pan hydraulik, któremu telefon rozładował się już o 15:00, bo dzwoniłem co 20 minut rzucając kurwami do jego ‘niedostępnego abonenta’. Pan hydraulik ma ze sobą wiertarkę wielkości średniego rozmiaru kafara lądowego z napędem gąsienicowym, tudzież wibromłota pneumatycznego. Tym to urządzeniem, podczas gdy na dworze ćwierkają ptaszki, a trzymiesięczna sąsiadka układana jest właśnie do snu, postanawia wywiercić dziurę w ścianie na wylot, co przy okazji kończy się wypadnięciem kawałka ściany wielkości cegły. Ok. Zaszpachlujemy przecież. W sensie MY, bo nie Pan hydraulik. Ten ma za zadanie jedynie podłączenie zmywarki. A to, że w konsekwencji pozbawieni zostajemy kibla, bo poszła nieopatrznie jakaś uszczelka, to inna sprawa. Dziś ma naprawić. Boże zlituj się nad fachowcami. No ale ostatecznie docieramy do Pana dostawcy kanapy. Pan dostawca zjawia się o godzinie 23:30. Dowiadujemy się o godzinie jego dotarcia koło 22:00, bo ma ‘kłopoty techniczne’. I tak, w środku nocy, razem z kolegą, rozpoczynamy walkę z zestawem wypoczynkowym, który okazuje się ważyć tonę i za chuja nie ma jak go porządnie chwycić. Klatka schodowa dostojnie niesie delikatne kurwy, sapania, obijania się o ściany, żołnierskie przysięgi (na zasadzie: już nigdy kurwa w życiu, zastrzelę tych dostawców itp.), kojąc do snu kochanych sąsiadów, na których pierwsze wrażenie zostało wywarte dosadnie.

Z pozdrowieniami,
Nowy sąsiad spod siedemnastki.

6 lip 2009

Ach, co to był za ślub!

Warto by było podsumować to bądź co bądź istotne wydarzenie. A więc owszem – powiedzieliśmy sobie TAK w obliczu kilkudziesięciu świadków. Samo wesele było skromne, a ludzi ledwie ponad pół setki. Wszystkim nieobecnym, których ze względów finansowych nie byliśmy w stanie zaprosić oznajmiam, iż ostał się cały kartonik weselnej gorzałki i jeśli pojawicie się w tych stronach serdecznie zapraszam. Nasze małe gniazdko udało się już zaopatrzyć w piekarnik i pralkę, a dziś nawet kanapa ma się zjawić więc będzie na czym usiąść. Kieliszki pożyczymy od sąsiadów.

Wracając do uroczystości to odzew po imprezie bardzo pozytywny. Goście docenili luz, humor i całą reżyserię wydarzenia. Podobno dopięte na ostatni guziczek. Osobiście najlepsze wesele na jakim byłem ;) Z krótką relacją zdjęciową czekam do końca tygodnia, gdyż liczę na film, a jego istotny fragment zamierzam tu umieścić. Bez niego, wydaje mi się, że relacja może okazać się zbyt ‘goła’. Brak fotek na naszej-klasie to również konsekwencja tego, że swojego bloga stawiałem i nadal stawiam na pierwszym miejscu. Tak więc do napisania…

ex kawaler :)

26 cze 2009

Jeden

A jutro na fajną imprezę idę. Wódki dużo, rodziny też jakoś dziwnie sporo i takie tam ceregiele. Jak już ochłonę to może i relację zdam. Ale na bank wyścig zdjęciowy wygra nasza-klasa. No to trzymajcie kciuki za kawalera.

22 cze 2009

Sześć

Byliśmy wczoraj po autko w Poznaniu. Takie małe srebrne dwu-drzwiowe. Dla kobity takie w automacie. Powiem tyle, że misiaków na hulajnogach, śmietników i innych fotoradarów na trasie zatrzęsienie. A ten demon prędkości to zdecydowanie najszybsze auto jakie dane mi było poprowadzić. Frajda jak cholera. Też chcę.

Obudziłem się za to rano z ostrym bólem w nadgarstku. Moja babcia ma na to powiedzenie - "Do wesela się zagoi". Myślę, że w tym przypadku może się nie udać.

17 cze 2009

Co my tu mamy?


Podzielić się musiałem, bo śmieszne, nie?

16 cze 2009

Kołobrzeski akcent w NBA


Już niedługo zagrają w tej samej drużynie - reprezentacji Polski. Póki co Paweł odwiedził Marcina na meczu finałowym NBA. Fajnie:)

Zdjęcie pochodzi z bloga Ceglińskiego. Reszta info na jego blogu.