Serwus! Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. O życiu pisać zapomniałem. A przypomniałem sobie całkiem przypadkiem. Bo mało znana firma Google na swoje 10 lecie istnienia postanowiła opublikować niepełne, ale całkiem spore, archiwum internetu roku 2001. I tam z łezką w oku dokopałem się do swojego bloga umieszczonego jeszcze na serwerach prawda.org. Cytować może i nie ma co ale warto jednak pisać, bo pamięć ulotną jest, oj ulotną :)
Tak czy owak, wbrew obecnie krążącym plotkom - nie wyemigrowałem na Kajmany, nie zostałem porwany w Pakistanie dla okupu, ani też nie powołano mnie na kuratora w PZPN. Nawet cholera od netu mnie nie odcięli - ba, spędzam przy nim średnio 8 godzin w pracy - ot, weny zabrakło.
No ale jak tu podsumować dwa ostatnie miesiące w skrócie? Sezon się zakończył i zrobiło się trochę luźniej na mieście. Po wakacyjnych miesiącach opierdalactwa czas było powrócić do trybu siłownia - basen - squash i inne tego typu przyjemności. Ogólny bilans to powrót do domu codziennie w okolicach 19 - 20 i na-ryjo-padactwo. No ale żyć trzeba, a nie wegetować. Jeszcze z takich hitowo - istotnych informacji to dostałem na uroczystości z okazji urodzin karnet na wszystkie mecze koszykarskiej Kotwicy. Ole. Póki co trzy mecze i wszystkie do przodu. Kotwica kontra reszta ligi 3:0. Kolejną sprawą, o której można było szerzej usłyszeć w mediach to koszmarnie trudne egzaminy na aplikacje prawnicze, radcowskie, notarialne itd. i niska zdawalność. 250 pytań, 40 stron testu, kilka godzin pisania i niestety moja piękna kontra Minister Ćwiąkalski 0:1. Łona też zdawał tak nawiasem mówiąc... z podobnym skutkiem.
No i w końcu czas na urlop... Całe wakacje w robocie - idzie się pociąć. Lecimy odwiedzić pewną koleżankę ze studiów co osiadła na wyspach gdzie ciepło być powinno więc uciekamy od naszych kołobrzeskich chłodów.
I na koniec, dla rozrywki - film, który pokazuje historię mojej niedoszłej śmierci. Co tam lęk wysokości. Co tam niechęć do wesołych miasteczek. Czego się nie robi dla kobiety no nie? Tak, tak - bałem się jak nigdy.
6 paź 2008
1 sie 2008
Dupeczki, plaża i techno – Sunrise 2008




Minął kolejny weekend i kolejny tydzień więc warto coś podsumować, szczególnie że wiele osób pyta się jak tam było na tym Sunrise. Dla mnie, jako mieszkańca Kołobrzegu, zawsze będzie to impreza zmieniające oblicze tego miasta emerytów. Już kilka dni przed imprezą czuć atmosferę nadchodzącej hulany – tłumy młodych ludzi na plaży po 21:00 – widok jakże rzadko spotykany w tych stronach. No a sam Sunrise co roku lepszy…
Zaczęło się od konferencji prasowej z udziałem Krzysztofa Bartyzela znanego jako DJ Kris w hotelu Arka dzień przed imprezą. Opowieści o całym sprzęcie który przywieziony został na miejsce kilkudziesięcioma ciężarówkami, o mocy nagłośnienia, o profesjonalizmie ochrony, o tym że motyw przewodni hymnu imprezy skomponował Krzesimir Dębski wraz z orkiestrą, o wynajęciu teatru, który na bieżąco będzie wystawiał swoje show czy w końcu o tym, że scena jest tak naładowana pirotechniką, że sam bałby się na niej stanąć, spowodowały że lekko opadła mi kopara (dokładnych liczb oczywiście nie pamiętam – taka przypadłość anty matematyka). Do tego na sobotę zaplanowali skoki na motorach w wykonaniu Red Bull FMX Fighters, a ogrom sponsorów i marki jakie się tam pojawiły, jednoznacznie określały powagę imprezy. Jeden z dziennikarzy, który był na miejscu spytał się czy w namiocie prasowym na terenie imprezy będzie bezprzewodowy internet, bo chcieli prowadzić relację na żywo. Hmm – odparł Krzysztof – o tym nie pomyśleliśmy … ale dajcie nam godzinę i coś załatwimy. Zaangażowanie wielkiej kasy, która została wpakowana w to przedsięwzięcie dodatkowo podkreślały auta zaparkowane przed hotelem. Że wspomnę może tylko o żółtym Lamborghini Gallardo czy o firmowych Hammerach.
Ja generalnie, jako żaden fan tej muzyki, nastawiłem się, że pójdę w sobotę, bo podobno to miał być hit – lineup niestety nic mi nie mówił. Jednak w piątek w okolicach godziny 21:00 pojechałem zobaczyć jak tam ludzie się bawią. Zaparkowałem prawie w centrum, bo okolice imprezy były zupełnie zakorkowane i razem z tłumem młodzieży w girlandach na szyjach i w szampańskich nastrojach, ruszyłem w kierunku muzyki. Zauważyłem, że za każdym razem przed samą imprezą stała spora grupa ludzi, którzy biletów na imprezę nie mieli ale mimo wszystko bawili się przy telebimie ustawionym w ich stronę. Główną scenę odwrócono w tym roku w kierunku morza, żeby jak najmniej zakłócać spokój okolicznych mieszkańców. Dj Kris powiedział, że w Kołobrzegu nie powinno nas być za bardzo słychać, jednak Szwecja usłyszy nas na pewno. Wszyscy przed wejściem byli dokładnie sprawdzani przez ochronę tak więc kolejka szła dość powoli ale to standard. Na szczęście osobne wejście dla prasy ułatwiło znacznie drogę do środka i już po chwili znalazłem się przed główną sceną… jak się okazało pierwszy i ostatni raz właśnie tam :D Mimo, że było jeszcze jasno to scena robiła niesamowite wrażenie. Gigantyczny telebim rozpostarto na całej szerokości parkingu koło Amfiteatru. Zewsząd świeciło, buchało ogniem i generalnie się działo. Zrobiłem mały spacerek po okolicy żeby zobaczyć co tam dobrego dają, pyknąłem kilka fotek i po jakiejś godzinie zwinąłem się stamtąd.
Na dzień drugi czyli apogeum tej hulany trafiłem o północy. Z tego powodu ominęły mnie latające motory i do tego trafiłem prosto na wysęp niejakiego Tiesto. Z tego co czytam na forach dot. Sunrise, Tiesto uważany jest albo za boga albo za przereklamowanego artystę. Chciałem się przekonać na własnej skórze co on tam gra ale cały parking przed główną sceną był tak zapchany, że nie dało się włożyć nawet zapałki. Organizatorzy nie zadbali o ciągi prasowe, które ułatwiłyby sprawę i umożliwiły walnięcie kilku zdjęć spod sceny. Tak więc odpuściłem sobie przepychanki i poszedłem na scenę Water w samym Amfiteatrze. No i co mogę powiedzieć. Pięknie. Dźwięk, światło, efekty i tłum bujających się ludzi. Poszwędałem się, porobiłem trochę zdjęć, poobserwowałem ludzi i po plus minus dwóch godzinach wróciłem do domu. Mimo, że to dobre 10km to nadal słyszałem muzykę. Na afterparty już nie poszedłem, a szkoda, bo z relacji ludzi wynika, że było świetnie. Upał, pełne słońce i tłumy na plaży tańczące przy dźwiękach techno. Mają swój festiwal! Bezsprzecznie. Mimo licznych głosów narzekających na tę imprezę – mam nadzieję, że nadal odbywać się będzie w tym mieście i będzie coraz większa z każdym rokiem. Prawda jest taka, że ci młodzi ludzie zostawiają u nas tyle kasy przez ten weekend co niejeden Niemiaszek w ciągu dwóch tygodni. Miło było zobaczyć to znów od środka.
Polecam obejrzeć galerię zdjęć z imprezy autorstwa Tomasza Kolasy.
21 lip 2008
Generalne porządki
Mniej piszę, więcej żyję jak to zwykli pisać leniwi blogowcy. Skończyłem remont pokoju. Zacząłem ‘wprowadzkę’ szczegółowo segregując każdą rzecz pod kątem przydatności. Efektem jest przepuszczenie przez niszczarkę jakiś 100 płyt, pozbycie się sterty dokumentów i innych niepotrzebnych przedmiotów.
Nie obyło się też bez ofiar w trakcie podłączania komputera. Na pierwszy ogień poszedł subwoofer, który po podłączeniu jakoś nie grał czysto, a po 10 minutach dłubania przy kablach puścił dymek o zapachu topionego plastiku. No nic. Nie zauważyło się, że kabel od zasilania nie koniecznie jest od zestawu. Właściwy znalazł się już po fakcie.
Kolejna walka to walka z Neostradą. Po podłączeniu wszystkiego okazało się, że nie ma netu. Dwie godziny dłubania w konfiguracjach, sprawdzania kabli itd., by w końcu wpaść na błyskotliwy pomysł żeby sprawdzić czy aby gniazdko zostało podłączone właściwie. Brak sygnału po podłączeniu telefonu rozjaśnił trochę sprawę.
Równocześnie postanowiłem też rozprawić się z żywopłotem na działce. Żeby wyjaśnić ogrom problemu muszę wspomnieć, że żywopłot został posadzony 15 lat temu systemem ekonomicznym. Patrząc z perspektywy minionego czasu, żywopłot ten był w zamyśle czymś w rodzaju krzako-drzew z cholernie upartymi kolcami – generalnie materiał na żywopłot z tej ‘roślinki’ to zły pomysł. Przycinany był … yyy … był właściwie przycinany? Tak czy owak przez 15 lat wyrobił sobie renomę dżungli, złożonej z badylastych, 5-cio metrowych, kujących, paskudnych kikutów. Po krótkiej rozmowie z sąsiadem o tym, że jego taras już te badyle skutecznie odcięły od jakiegokolwiek światła słonecznego, wziąłem sekatory, piłę, łopaty, maczetę, łom, karabin na potwory zamieszkujące ten busz i wziąłem się za karczowanie. Walczę z nim już drugi tydzień, tnąc go na drobne kawałeczki i usypałem przy bramie wjazdowej niebezpiecznie ogromną ścianę tych całych ścinek, z którymi nie wiem co zrobić. Póki co robota stanęła, bo na 78 metrze dżungli odkryłem obozowisko grupki turystów z Rzeszowa, którzy zgubili się tu w 1998 i przez zasiedzenie przejęli prawa do tej ziemi.
A w następny weekend w Kołobrzegu impreza pn. „Sunrise”. Czyli miasto sparaliżowane przez oblegających je fanów muzyki techno. Będzie trochę młodzieży. A mi znów udało się zdobyć akredytację prasową na tę imprezę. No to zajrzę :)
Nie obyło się też bez ofiar w trakcie podłączania komputera. Na pierwszy ogień poszedł subwoofer, który po podłączeniu jakoś nie grał czysto, a po 10 minutach dłubania przy kablach puścił dymek o zapachu topionego plastiku. No nic. Nie zauważyło się, że kabel od zasilania nie koniecznie jest od zestawu. Właściwy znalazł się już po fakcie.
Kolejna walka to walka z Neostradą. Po podłączeniu wszystkiego okazało się, że nie ma netu. Dwie godziny dłubania w konfiguracjach, sprawdzania kabli itd., by w końcu wpaść na błyskotliwy pomysł żeby sprawdzić czy aby gniazdko zostało podłączone właściwie. Brak sygnału po podłączeniu telefonu rozjaśnił trochę sprawę.
Równocześnie postanowiłem też rozprawić się z żywopłotem na działce. Żeby wyjaśnić ogrom problemu muszę wspomnieć, że żywopłot został posadzony 15 lat temu systemem ekonomicznym. Patrząc z perspektywy minionego czasu, żywopłot ten był w zamyśle czymś w rodzaju krzako-drzew z cholernie upartymi kolcami – generalnie materiał na żywopłot z tej ‘roślinki’ to zły pomysł. Przycinany był … yyy … był właściwie przycinany? Tak czy owak przez 15 lat wyrobił sobie renomę dżungli, złożonej z badylastych, 5-cio metrowych, kujących, paskudnych kikutów. Po krótkiej rozmowie z sąsiadem o tym, że jego taras już te badyle skutecznie odcięły od jakiegokolwiek światła słonecznego, wziąłem sekatory, piłę, łopaty, maczetę, łom, karabin na potwory zamieszkujące ten busz i wziąłem się za karczowanie. Walczę z nim już drugi tydzień, tnąc go na drobne kawałeczki i usypałem przy bramie wjazdowej niebezpiecznie ogromną ścianę tych całych ścinek, z którymi nie wiem co zrobić. Póki co robota stanęła, bo na 78 metrze dżungli odkryłem obozowisko grupki turystów z Rzeszowa, którzy zgubili się tu w 1998 i przez zasiedzenie przejęli prawa do tej ziemi.
A w następny weekend w Kołobrzegu impreza pn. „Sunrise”. Czyli miasto sparaliżowane przez oblegających je fanów muzyki techno. Będzie trochę młodzieży. A mi znów udało się zdobyć akredytację prasową na tę imprezę. No to zajrzę :)
9 lip 2008
Budrys
I did it my way
Robię remont pokoju. Generalnie rozpierducha na maxa. Ale postanowiłem wszystko doprowadzić do porządku, przejrzeć co tam kryje się w szafach i za nimi i wywalić co niepotrzebne. Zrobiło się przy tym wszystkim sentymentalnie i przy okazji wyleciały dobre dwa wory rzeczy już niepotrzebnych. Zdejmując wystawkę na swoim hall of fame odkryłem pod tym wszystkim zapomniane tagi kołobrzeskich super-zespołów rapowych oraz tych przyjezdnych, którzy u mnie nocowali za czasów liceum. To normalnie jak odkrycie fresków na ścianach starej katedry. No ale te wszystkie pamiątki zostaną skutecznie zamalowane już za kilka dni. I będzie pięknie i czysto. Taki swoisty restart.
I mało turystów w Kołobrzegu jakoś. Nie czuć tego sezonu. Mi udało się raz być na plaży w związku z pogodą. Nic dziwnego, że niektórzy wolą zapakować się w samolot i za podobną cenę spędzić urlop tam gdzie pogoda gwarantowana.
No i w związku z tym całym remontem, przeglądaniem starych rzeczy, listów oraz pozbyciem się części pamiątek, przypomniała mi się najlepsza piosenka o życiu jaka powstała i nie mogę nie zacytować:
Regrets, I’ve had a few;
But then again, too few to mention.
I did what I had to do
And saw it through without exemption.
I planned each charted course;
Each careful step along the byway,
But more, much more than this,
I did it my way.
… i jeszcze zwrotka z przekładu Młynarskiego
Bo przecież jest
Nie jeden szlak
Gdzie trudniej iść
Lecz idąc tak
Nie musisz brnąć
W pochlebstwa dym
I karku giąć
Przed byle kim
Rozważ te myśl
A potem idź
Idź swoją drogą
I mało turystów w Kołobrzegu jakoś. Nie czuć tego sezonu. Mi udało się raz być na plaży w związku z pogodą. Nic dziwnego, że niektórzy wolą zapakować się w samolot i za podobną cenę spędzić urlop tam gdzie pogoda gwarantowana.
No i w związku z tym całym remontem, przeglądaniem starych rzeczy, listów oraz pozbyciem się części pamiątek, przypomniała mi się najlepsza piosenka o życiu jaka powstała i nie mogę nie zacytować:
Regrets, I’ve had a few;
But then again, too few to mention.
I did what I had to do
And saw it through without exemption.
I planned each charted course;
Each careful step along the byway,
But more, much more than this,
I did it my way.
… i jeszcze zwrotka z przekładu Młynarskiego
Bo przecież jest
Nie jeden szlak
Gdzie trudniej iść
Lecz idąc tak
Nie musisz brnąć
W pochlebstwa dym
I karku giąć
Przed byle kim
Rozważ te myśl
A potem idź
Idź swoją drogą
6 lip 2008
2 lip 2008
Sztuka uliczna
Wpadłem dziś szwendając się po sieci na niejakiego angielskiego ‘streetartowca’ o ksywie Banksy. Coś już mi się wcześniej o uszy i oczy obiło ale dziś zgłębiłem temat i polecam osobom lubiącym niekonwencjonalny obraz sztuki. Koleś jest po prostu przekotem.





Strona Banksy'ego
I jeszcze gra, którą zacięcie męczę. Nie najprostsza ale wciągająca. Dla niecierpliwych dodam, że piłka powinna znajdować się na ziemi w momencie strzału. Inaczej nie ma szans żeby wpadła do bramki. Mi udało się mistrzostwo zdobyć raz. Brazylią. Miłego grania :D





Strona Banksy'ego
I jeszcze gra, którą zacięcie męczę. Nie najprostsza ale wciągająca. Dla niecierpliwych dodam, że piłka powinna znajdować się na ziemi w momencie strzału. Inaczej nie ma szans żeby wpadła do bramki. Mi udało się mistrzostwo zdobyć raz. Brazylią. Miłego grania :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)




